Chińska podróż. Disneyland, ciekawostki i moje przemyślenia, część 3

Chińska podróż, Szanghaj, część 1

Chińska podróż. Hongkong i Macau, część2

Niedzielę spędzamy na spacerach i dobrym jedzeniu, by już następnego dnia jechać na cały dzień do Disneylandu, na co moja córka niecierpliwie czekała całą naszą chińską podróż 😊 Byłam już z Synem w Disneyland w Paryżu i z dwójką już dzieci w Disneyland w Orlando w USA, gdy Syn spędzał rok na szkolnej wymianie w USA, wiedziałam więc już, co mnie czeka 😊

Przyznaję, że wizyty w takich miejscach planuję jedynie z miłości do moich dzieci, bo mnie osobiście męczą i nie są dla jakąś szczególną przyjemnością. Dzieci jednak je uwielbiają, więc cóż…

Disneyland w Szanghaju jest szóstym na świecie, największym i najbardziej interaktywnym na świecie.

Dla tego pierwszego Disneylandu w Chinach wybrano naprawdę świetną lokalizację, czyli wschodnią  dzielnicę Szanghaju – Pudong. To rewelacyjna lokalizacja też nie tylko ze względu na świetną dzielnicę, bo oszacowano, że w odległości trzech godzin drogi od tego Disneylandu mieszka około 330 mln osób. To więcej niż w całych Stanach Zjednoczonych.

To teraz podsumowując parę zebranych ciekawostek i moich obserwacji dotyczących Chin:

  • Chiny są monopolistami na rynku, jeśli chodzi o pandy, z czego bardzo skwapliwie korzystają przy uwodzeniu zagranicznych partnerów.

Wiecie, że pand nie da się kupić, ale trzeba wziąć je w coś w stylu leasingu??? Bierze się pandę w taki leasing na 10-20 lat, uiszcza opłatę, a młode pandy urodzone poza granicami Chin i tak do Chin należą.

Chiny traktują pandy jak nagrodę dla krajów, które zdecydowały się na zawarcie jakiejś ważnej umowy z nimi, albo jakiś kraj je dostaje, by go trochę zmiękczyć wobec chińskich planów.

Podarowano je np. Kanadzie, Francji czy Australii po podpisaniu wielomiliardowych umów na eksport uranu do nich.

Pandy poleciały też do Brukseli, gdzie prezydent Xi zabiegał o podpisanie umowy o wolnym handlu z Unią Europejską.

  • Chiny bardzo zaskoczyły mnie technologicznie. Pierwszego wieczoru będąc na kolacji, na której była też nasza Chińska znajoma, doznałam postępowego szoku. Otóż chcieliśmy domówić wodę, na co wzięła Ona telefon, zeskanowała kod QR naklejony na naszym stole i … pojawiło Jej się menu i zamówiła wodę! Przez cały mój pobyt tam takie kody widziałam w większości restauracji, a nawet niewielkich barów.
  • Płatności gotówką były najczęściej zaskoczeniem dla sprzedających i wpadali oni w lekki popłoch, czy dadzą radę nam wydać. Większość płaci skanując kod dosłownie wszędzie. Najmniejsze budki uliczne sprzedające wodę mają swoje kody i większość płaci za wszystko telefonem.
  • Byłam jedynie w dużych miastach, takich jak Szanghaj, Pekin czy Hongkong, Macau, ale to jak świetnie działa i jak bardzo rozbudowany jest transport publiczny, ilość linii metra jest godne pozazdroszczenia. Wielkość dworca kolejowego i jego organizacja (jechaliśmy pociągiem z Hanghzou do Szanghaju) przyprawić może o zawrót głowy – dodatkowo pociąg jadący ponad 300 km/h również.
  • Chińczycy są dla mnie mistrzami rozładowywania tłumów. Postawienie dodatkowych nadzorujących/poganiających osób i tłumy, jakie są tam dosłownie wszędzie znikają w jakiś magiczny sposób. To, jak potrafią tymi tłumami zarządzać, oglądałam zawsze z największą ciekawością.
  • Wielokrotnie dyskusję prowadziliśmy na temat wad i zalet wszechobecnego weryfikowania tożsamości. Na każdym kroku, gdzie jest jakaś większa ilość osób sprawdza się każdego – wchodząc do metra, dworca, na lotnisko naszych toreb i bagaży. Prócz miejsc, jak Hongkong czy Macao wszędzie regularnie sprawdzane i prześwietlane są torby, przechodzi się przez bramki, kamery robią regularnie zdjęcia wszędzie pieszym czy jadącym autami, a nasze paszporty czy tamtejsze dowody sprawdzane były wielokrotnie.

Nasze linie papilarne skanowane były za każdym razem na każdym lotnisku, a zdjęcia robi się każdemu meldującemu się nawet w hotelu.

Z jednej strony jest to uciążliwe i przyzwyczajona do wolności w poruszaniu się, do Europy bez granic, miałam pewien dyskomfort. Z drugiej strony w Chinach faktycznie można czuć się bezpiecznie i bieganie w Szanghaju o 23 nawet nie było dla nas w żaden sposób problemem, a przestępczość jest na stosunkowo niskim poziomie. Pytanie jest więc, jak inaczej dałoby się utrzymać taki ład i poziom bezpieczeństwa w dużych miastach? I czy ta wiedza o każdym i wszędzie jest faktycznie konieczna? I oczywiście, że w tym nie do końca o bezpieczeństwo chodzi, ale że jednak są różne strony medalu różnych ustrojów, zachowań i rządzenia.

  • Inną rzeczą, która była dla mnie ciekawa było jedzenie. Tak różnorodnej kuchni nie spotkałam chyba nigdzie. Chińczycy coraz mniej chodzą do restauracji, a coraz bardziej zamawiają jedzenie do domu, co widać w większych miastach, bo wszędzie i wielu jest jeżdżących na skuterach dostawców.

Podobało mi się też, jak wiele mają małych barów czy nawet okienek, w których całe rodziny wprost robią i sprzedają jedzenie.

  • Słupy z kamerami na przejściach dla pieszych! RODO nie RODO – przejdziesz na czerwonym świetle, zrobione zostaje zdjęcie i twoja twarz wyświetlana jest na owych słupie 🙂

 

  • Chińczycy są mistrzami oczekiwania kucając 😊 Zadziwiające jest, jak potrafią długo kucać w określony sposób i że ich to nie męczy 🙂

A co mi się w Chinach nie podobało?

  • To co mi najbardziej przeszkadzało w Chinach, prócz tłumów, to akceptowalne wszędzie plucie i palenie papierosów. Nie umiałam się do tego przyzwyczaić.
  • Również ilość śmieci, wykorzystywanych reklamówek i pakowania w folię po trzy razy było dla mnie bardzo niekomfortowe i pojęcia nie mam, w jaki sposób Chiny nad tym kiedyś zapanuj, z już teraz zdegradowanych środowiskiem i powietrzem. Nauczona życiem w Niemczech bardzo skrupulatnego recyklingu, noszenia ze sobą wszędzie własnej torby i próby minimalizowania wszelkiego plastiku na każdym praktycznie etapie życia miałam z tym ogromny mentalny problem.
  • Chińczycy są też bardzo hałaśliwi i w ogóle nic nie robią sobie z tego, że komuś obok rozmowa telefoniczna przez głośnik może przeszkadzać. Bez żadnego problemu oglądają na głos filmy czy nagrania w telefonie np. w metrze.
  • Każdy, wszędzie, stale, przyklejony jest wprost do swojego telefonu. Idąc, jadąc, siedząc w metrze czy robiąc zakupy każdy dosłownie jest przez ekranem telefonu!

A Ty dokąd lubisz podróżować? Jakie miejsce najbardziej Cię zachwyciło, a które zaciekawiło? Podzielisz się swoimi wrażeniami w komentarzu?