Chińska podróż. Hongkong i Macau

Chińska podróż, Szanghaj

Z lotniska w Hongkongu bardzo szybko szybko i wygodnie dojeżdżamy kolejką do centrum.

To jeden z wielkich centrów finansowych Azji i bardzo to widać na wyspie, na której mieszkaliśmy. Polecam mieszkanie w okolicy przystanku metra Central. Można stamtąd wszędzie świetnie dojechać, albo pieszo dojść do wielu wartych obejrzenia miejsc.

Już pierwszego dnia postanowiliśmy wjechać na The Peak, skąd rozpościera się przepiękna panorama miasta. To zdecydowanie obowiązkowy punkt programu w Hongkongu.

Polecam też zobaczyć tamtejszą Aleję Gwiazd, gdzie chińskie gwiazdy pozostawiają swoje odciski dłoni. To również świetne miejsce na spacer i zrobienie pięknych zdjęć panoramie finansowej części miasta.

Stamtąd też można podziwiać wieczorem o godzinie 20 Symphonie of Lights, czyli pokaz świateł na wieżowcach po tamtej stronie rzeki.

Bez większych zamiarów zakupowych pojechaliśmy też zobaczyć Nocny Rynek (Nights Market), który zaczyna się już około godziny 17. Część uliczek w tamtej okolicy zostaje zamknięta, a ze swoimi straganami rozkładają się sprzedawcy. Można tam kupić dosłownie wszystko – od jedwabnych szali, po torby, kabelki, zabawki i wiele innych rzeczy. I oczywiście świetnie zjeść!

Koniecznie chcieliśmy obejrzeć jeszcze najdłuższe ruchome schody, którymi tamtejsi pracownicy jadą do wyżej położonych części Hongkongu (schody mają prawie 1 km).

W Hongkongu koniecznie i podkreślę koniecznie raz drugi, trzeba zjeść w Tim Ho Wan. Restaurację z gwiazdką Michelin znajdziecie już na dworcu głównym w centrum miasta. I to chyba najtańsza restauracja z gwiazdką Michelin na świecie. Serio!

Polecam spróbowanie Beef Buns, to takie słodkawe lekko bułeczki z wołowym nadzieniem. A tak najlepiej to spróbujcie wszystkiego 🙂

W Hongkongu o tej porze roku najbardziej uciążliwa dla nas była wilgotność powietrza, która w połączeniu z wysoką temperaturą, smogiem i otaczającą gęstą, wysoką zabudową powoduje, że nie przestajesz się pocić i ciężko wręcz oddychać. Dodaj do tego górzyste ukształtowanie terenu i możesz zrozumieć, co czuje przeciętny bankier udający się do pracy w garniturze 🙂  Byliśmy naprawdę godni podziwu dla osób, które tam mieszkają!

Hongkong jest bardzo drogi, jeśli chodzi o noclegi czy wynajem lokalu, gdzie zdecydowanie popyt przerasta ogromna podaż. Wiecie, że średnia cena wynajmu  lokalu to ok. 8,5 tysiąca funtów miesięcznie?

Zauważa się tam rekordową gęstość zaludnienia, a tym samym najmniejszą powierzchnię dostępnych mieszkań. Hongkońscy deweloperzy szokowali świat oferowaniem na rynku wieżowców z tzw. nanoapartamentami, czyli mieszkaniami o mikroskopijnym metrażu, często nieprzekraczającym 10 m2. Istny absurd!

Jako że też szukałam w miarę rozsądnego cenowo miejsca do spania dla mojej rodziny wynajęłam Mini Hotel na wyspie, w finansowej części miasta i nasz pokój składał się jedynie z łóżka i prysznica z toaletą za szklaną ścianą. Był niezły problem, żeby rozłożyć walizkę 😊 Dorosły syn dostał pokój obok, co i tak kosztowało nas taniej niż pokój rodzinny w jakimś lepszym hotelu. W tej kwestii ważne było dla mnie położenie tego hotelu. I tak wracaliśmy tam głównie na noc.

Hongkong to azjatyckia stolica finansów. W tym mieście widać wpływ brytyjskiego zarządzania i organizacji (nawet jeździ się tam lewą stroną), a także wielu obcokrajowców, którzy przylecieli tam do pracy, a angielski słychać na ulicy. Hongkong ma też swoją własną walutę – dolar hongkoński.

To miasto, w którym widać swobodę i otwartość Europy, nie ma już typowego, jak w Szanghaju kontrolowania ludzi i bagażu w metrze czy nawet na granicy po przylocie. Hongkong przez dekady uchodził za jedno z głównych centrów światowej finansjery, a lata spędzone pod rządami Wielkiej Brytanii ugruntowały jego pozycję.

Hongkong bardzo przyciąga biznes. Wyobraźcie sobie, że jest tylko dwa razy większy od Warszawy, a inwestycje zagraniczne wynoszą tam ok. 7 mld dolarów, co bywało i  czwartym wynikiem na świecie. W tym regionie obecnych jest 81% globalnych marek towarów luksusowych i ponad 40 % wszystkich detalicznych marek świata. Miasto zachęca do prowadzenia tu biznesu świetnymi warunkami, głównie to niskie podatki, a VAT w ogóle nie ma.

Ponoć firmę w Hangkongu można założyć w ciągu godziny, a wymagany kapitał to tylko 1 dolar hongkoński (!).  Istnieje tu silny system wspierania start up-ów czy specjalny fundusz dla małych i średnich firm (także dla tych, które pochodzą z innych krajów) i dysponuje on 100 mld dolarów. To bardzo otwarty rynek, co powoduje, że miasto jest jednym z najlepszych na świecie miejsc do robienia biznesu.

Bardzo dużą zaletą tego miasta jest to to, że to serce i wrota do całej Azji i Chin. W odległości czterech godzin lotu samolotem można dotrzeć do większości kluczowych rynków Azji, a w pięć godzin, do połowy światowej populacji.

Żegnamy się z Hongkongiem po 2 dniach i promem popłynęliśmy do Macau, oddalonego o około 50 minut. I tu zaczął się zupełnie inny świat od tego, co widzieliśmy wcześniej. Las Vegas w chińskiej wersji, przepych, hazard, pompatyczne hotele i ludzie, którzy przylatują licząc na łut szczęścia w kasynach.

Mieszkaliśmy w przepięknych hotelu Grand Emperor Hotel, który bardzo polecam. Akurat, kiedy szukałam hotelu w Macau, Agoda i Trip.com mieli wielkie zniżki na ten hotel, do 75%, więc chętnie skorzystałam. Była to bardzo miła odmiana po mini hoteliku z mini pokoikiem w Hongkongu 🙂

Przepiękny hotel, w którym w podłodze w holu głównym można obaczyć 78 kilogramowych sztabek złota – o czym właściwie nie wiedziałam wcześniej.

Dla nas zaletą było to, że posiada rodzinne pokoje, co jest istotne, kiedy masz dorosłe lub nastoletnie dzieci. Nie musisz wówczas rezerwować dwóch pokoi, co najczęściej bywa dużo droższe. Dawno nie spotkaliśmy też hotelu z tak pysznymi, urozmaiconymi śniadaniami – super kombinacja azjatyckiego i europejskiego jedzenia.

Mieszkaliśmy bardzo blisko starej, zabytkowej części Macau. I jak tylko dociera się do Placu Largo do Senado od razu rzuca się w oczy typowa portugalska zabudowa. Macau (Makao) to oficjalnie Specjalny Region Administracyjny Makau, jeden z dwóch specjalnych regionów administracyjnych Chińskiej Republiki Ludowej – drugim regionem jest Hongkong, dokąd polecimy za dwa dni.

Macau jest pierwszą i najdłużej istniejącą europejską kolonią na terenie Chin. Początki tej kolonii sięgają XVI wieku, kiedy w mieście osiedlają się pierwsi portugalscy kupcy. Obszar ten zarządzany jest przez Portugalczyków aż do przekazania go Chinom 20 grudnia 1999 roku, kiedy to nadano mu status specjalnego regionu administracyjnego. Wspólna deklaracja chińsko-portugalska oraz Ustawa zasadnicza Macau mówią, że ta jednostka administracyjna może funkcjonować z dużą autonomią do co najmniej 2049 roku, a więc do upłynięcia 50-letniego okresu od momentu przekazania.

Macau ma swoją własną monetą, czyli pataka (MOP$). Bez problemu można jednak płacić tu każdą chińską walutą. Co ciekawe zarówno chiński (kantoński), jak i portugalski są językami urzędowymi w Macau.

Z placu Largo do Senado pięknymi, małymi uliczkami docieramy do ruin Katedry sw. Pawła. Po wielkim pożarze została jedynie frontowa ściana, do której prowadzą wielkie, strome schodu i która wygląda przepięknie na szczycie wzniesienia. W podziemiach można obejrzeć muzeum z uratowanymi z pożaru rzeczami, choć niewiele ich już zostało.

Idąc tam koniecznie musisz po drodze spróbować słynnych migdałowych ciasteczek i przeróżnego rodzaju beef jerkey. Z każdego prawie lokalu na tych uliczkach wychodzą częstujący nimi sprzedawcy.

Po prawej od Katedry są pozostałości Fortecy Monte do Forte, na którą trzeba wspiąć się po wielu malutkich schodkach, ale widoki stamtąd są warte tego wysiłku.

Dopiero stąd widać, jak wygląda Macau, które z jednej strony jest bardzo bogate, a z drugiej widać też, że to bogactwo nie przekłada się raczej na bogactwo większości jego obywateli. Co ciekawe, jedną z firm najbardziej zaangażowanych w rozwój hazardu w Macau jest Las Vegas Sands Corp., czyli jedna z największych na świecie firm zajmujących się hazardem, kasynami i hotelami. Podejrzewam więc, że większość tego zarobione tu kapitału jedynie w jakiejś części zostaje w tym mieście, a już w najmniejszej wśród mieszkańców.

Ponoć graczom w Macau wystarcza zaledwie jeden dzień, aby wydać przy stołach do gier tyle, ile gracze w Las Vegas wydają w tydzień. Jest to jedyne miasto w Chinach, gdzie hazard w kasynach jest legalny.

Część macau, gdzie znajdują się kasyna wygląda jak nowsza, lepsza (?) kopia Las Vegas. Piękne, ogromne hotele, luksusowe wykończenia, imponujące budowle, innowacyjne pomysły, bogactwo… I dokładnie jak w Las Vegas znajdziemy tu takie hotele, jak np. Parisian i Venetian.

W Macau co piąty mieszkaniec pracuje przy obsłudze wielu ogromnych kasyn, jakie się w tym mieście znajdują. I faktycznie PKB per kapita tego miejsca jest drugi na świecie, zaraz po Katarze, i wynosi 118 tysięcy dolarów.

Przychody pochodzące z hazardu tego miasta to ponad 70 miliardów dolarów na rok. Są tak duże, że jakiś czas temu miasto postanowiła dać każdemu mieszkańcowi Macau po 1000 dolarów.  Szacuje się, że hazard i branża hotelarsko-turystyczna stanowi ponad 50% PKB Macau i 70% wszystkich dochodów rządu Macau.

Ponoć każdego dnia w 44 kasynach tego miasta gra 100 tysięcy Chińczyków.

Z Macau mamy 2-godzinny lot do Hanghzou. Tu spędzamy jeden dzień.  To kolebka cywilizacji chińskiej i … siedziba Alibaby. Aktualnie miasto znane jest z jedwabnych wyrobów i produkcji przeróżnej herbaty. Nie można wprost oderwać oczu od przecudownych jedwabnych rzeczy w wielu sklepach.

Po raz pierwszy w czasie naszej wycieczki zdarza nam się deszczowy dzień, więc zmuszeni jesteśmy trochę przystopować w naszej podróży.

Na drugi dzień wracamy pociągiem (1 godzina drogi) do początkowego miasta naszej podróży, czyli do Szanghaju.