Moja podróż po Zachodnim Wybrzeżu USA, część 1

Podczas tego lata postanowiliśmy zrobić sobie najdłuższe, jak do tej pory w naszym życiu wakacje. Byliśmy miesiąc w USA i jako że uwielbiam podróże, a Wy bardzo chętnie czytacie te moje opowieści po raz kolejny postanowiłam opisać naszą tegoroczną podróż po zachodnim wybrzeżu Ameryki.

Skąd pomysł na urlop? Właściwie to z sytuacji, którą postanowiliśmy wykorzystać. Nasz Syn Jan spędził ostatni rok szkolny na wymianie w stanie Michigan. Chodził tam do szkoły i mieszkał u naszych znajomych, za co jesteśmy im ogromnie wdzięczni! Wyobraźcie sobie, że mój Mąż będąc w wieku naszego Syna mieszkał podczas swojego roku wymiany u rodziców gospodyni Jasia. Do tej pory mamy z całą rodziną kontakt, Jaś bywał już u nich wcześniej, a oni i ich dzieci bywają regularnie u nas. Myślę, że trudno byłoby mi wysłać nastoletniego syna na rok do obcej rodziny za ocean, a w tej sytuacji czuł się tam właściwie jak w domu.

Ale wracając do podróży… Nasz wyjazd zaczął się przylotem do Detroit. Rodzina, u której mieszkał nasz syn zaprosiła nas na ślub i wesele swojej córki Rachel. Wszyscy byli niezwykle poruszeni nadchodzącym wydarzeniem, my też nie mogliśmy się doczekać przylotu. Ja oczywiście długo kompletowałam weselny strój dla siebie i córki, kupiłam piękne srebrne szpilki i śliczną koktajlową sukienkę i…. po przylocie okazało się, że nasze bagaże nadal są w Amsterdamie i raczej nie dolecą na czas. Każda z Was może się oczywiście domyśleć, co czuje kobieta, która na drugi dzień ma uczestniczyć w ważnej uroczystości, a ma jedynie wygodne ubrania i sportowe buty na sobie i kompletnie nic więcej.

Dojechaliśmy do domu znajomych wieczorem w piątek, godzinę przed zamknięciem centrum handlowego wybraliśmy się na zakupy i nie wiem jakim cudem właściwie w godzinę kupiliśmy wszystkie potrzebne ubrania, garnitur dla męża, buty, bieliznę, biżuterię itp. Szukałam sukienki ponad dwa miesiące, a teraz w godzinę obkupiliśmy całą rodzinę 😊

Dziś wesela był już bardziej spokojny, a nasze bagaże dotarły… 2 dni później. W poniedziałek mieliśmy już loty do Los Angeles (LA), gdzie mieliśmy spędzić czas do weekendu. Nasz Syn był tu już podczas swojego roku w USA, więc nie miał powodów do żalu i spokojnie został ostatni tydzień w Michigan, by dokończyć szkołę i miał dolecieć do nas kilka dni później.

W LA na lotnisku czekał już na nas samochód, który zamówiliśmy wiele tygodni wcześniej i którym jeździliśmy do końca naszej podróży i oddaliśmy go dopiero w San Francisco przed odlotem do domu (koszt ok. 600 dolarów za prawie miesiąc wypożyczenia).

Los Angeles, miasto, które jest dziś synonimem luksusu i bogactwa. Beverly Hills, Hollywood, słynna Aleja Gwiazd i najbardziej znane studia filmowe.

Kalifornia trafiła w amerykańskie ręce w 1847 roku, wcześniej należała do Meksyku. W tym czasie też rozpoczęła się słynna kalifornijska gorączka złota, która spowodowała, że w stronę Zachodniego Wybrzeża ruszyli poszukiwacze złota wraz z całymi rodzinami.

W drugiej połowie XIX wieku w Los Angeles odkryto również ropę naftową, co jeszcze przyspieszyło dynamiczny rozwój miasta i zapoczątkowało rozwój przemysłu petrochemicznego. W tym czasie do miasta można było już dojechać koleją ze Wschodniego Wybrzeża, co jedynie wspomogło jego rozwój.

Dziś Los Angeles to przede wszystkim Hollywood. Na początku XX wieku (w latach 20-stych) około 80% produkcji przemysłu filmowego na świecie powstawało tutaj. Dzięki tej branży miasto nie poczuło aż tak mocno skutków wielkiego kryzysu, który miał miejsce w USA na przełomie lat 20. i 30. XX wieku, jak odczuła to reszta kraju. W mieście znajdują się takie wytwórnie, jak Hollywood Pictures, 20th Century Fox, Universal Pictures Columbia Pictures, Lions Gate, Walt Disney Pictures, Paramount Pictures, DreamWorks, New Line Cinema itd.

W mieście czuć też ogólnie pojętą kulturę, jak mnóstwo muzeów, galerii, teatrów i miejsc prezentacji sztuk wizualnych. Wraz z rozwojem kinematografii równolegle rozwija się tu przemysł marketingowy, reklamowy, szeroko pojęte projektowanie czy design.  Oczywiście nie sposób nie wspomnieć też o obserwatorium Griffitha oraz pierwszym na świecie, powstałym w 1955 roku Disneyland.

To tu w Dolby Theater odbywa się wręczanie Oscarów, nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Mnie interesują jednak również finanse i okazuje się, że aglomeracja miejska LA wytwarza PMB, czyli produkt miejski brutto na poziomie około 735 mld dolarów (!), czyli więcej niż cała Polska (469,5 mld dolarów w 2016 roku). To oznacza, że LA to trzecie największe centrum ekonomiczne świata, zaraz po Nowym Jorku i Tokio. Miasto to najczęściej bardzo wysoko stoi też w rankingach miast, w których warto inwestować w nieruchomości.

A moje wrażenia? Faktycznie miasto robi wrażenie, cudowne wzgórza Hollywood z pięknymi domami, kręte dróżki, piękna pogoda i mnóstwo kwitnących cudownie drzew i krzewów.

Rozczarowała mnie jednak okolica Alei Sław i Dolby Theater. W telewizji chodnik z gwiazdami artystów czy cała okolica teatru podczas rozdawania Oskarów wygląda jakoś bardziej imponująco. W rzeczywistości to jedna, trochę brudna i mało estetyczna ulica pełna sklepów z pamiątkami 😊 Fajnie ją zobaczyć, ale niekoniecznie muszę tam wracać.

Spore wrażenie w LA robi Rodeo Drive, najdroższa ulica w USA. Tutaj przeniesiemy się na chwilę w krainę ogromnego luksusu. Piękna, czyściutka i dopieszczona w każdym detalu w architekturę i roślinność ulica, gdzie szyldy największych i najdroższych sklepów, kawiarni i restauracji robią wrażenie. Sklepy Louis Vuitton, Sergio Rossi, Leica, Gucci, Versace i wielu innych to tutaj normalność.

Na mnie duże wrażenie zrobiły wszystkie miasteczka dookoła LA i cudowne plaże. Malibu, Santa Monica, Venice Beach. Mogłabym głównie tam spędzać czas podczas tego pobytu. Udało nam się zobaczyć nawet pływające sobie zupełnie blisko brzegu delfiny. Oczywiście służby dbają o to, by nie podpływały zbyt blisko, ale widok skaczących sobie swobodnie delfinów był cudowny!

Zrobiliśmy sobie też wycieczkę do San Diego, które leży ok. 50 minut autem od LA. Pierwsze zabudowania miejskie w San Diego powstały tam w okolicach dzisiejszego Old Town San Diego State Historic Park. Ta lokalizacja nie była jednak optymalna, ponieważ ludzie osiedlili się za daleko do oceanu i wszelkich szlaków żeglugi. Stad też pod koniec lat 60. XIX wieku kupiec Alonzo Horton postanowił przenieść główną część miasta na brzeg oceanu, gdzie obecnie znajduje się Downtown. Zbudował tam dla siebie pierwsze budynki i namówił do tego też innych zamożnych mieszkańców. I to był moment, kiedy miasto nabrało rozmachu i zaczęło się bardzo dynamicznie rozwijać. W San Diego polecam zwiedzić Old Town San Diego State Historic Park, czyli stare miasteczko zbudowane w pierwszej połowie XIX wieku, do dziś wykorzystywane jako plan filmowy w westernach. Wato też zajrzeć do Balboa Park, gdzie znajduje się wiele muzeum i sporo zabytkowych XIX- i XX-wiecznych budynków w stylu hiszpańskim otoczone ogrodami.

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć, że jako że marihuana na własny użytek w Kalifornii jest od tego roku legalna dosyć powszechnym wydaje się jej zapach w wielu miejscach, głównie na plażach. Ponoć do 6 krzaków można też ją legalnie uprawiać 😊

Po 5 dniach spędzonych w LA i na okolicznych plażach doleciał nasz Syn i kolejnego dnia mieliśmy już ruszać w dłuższą trasę. Postanowiliśmy ruszyć w stronę Wielkiego Kanionu, zahaczając też o słynną Route 66.

Jeśli macie dzieci to pewnie znacie bajkę Auta. Bohaterami są tam samochody, a opowieść toczy się przede wszystkim wokół przygód czerwonego pewnego siebie auta wyścigowego, czyli Zygzaka McQuenn’a. McQuenn trafia trochę przez przypadek do miasteczka zwanego Chłodnicą Górską, która leży wzdłuż dawnej Route 66, opustoszała i wymarła z powodu zbudowanej w pobliżu autostrady. W filmie roi się wprost od powiązań dotyczących historycznej Route 66. Mówi się, że ekipa filmowa przemierzyła trasę z LA do Chicago wzdłuż i wszerz szukając pomysłów i inspiracji do filmu. Podobno każda z postaci wzorowana jest na ludziach, których spotkali po drodze w czasie tej wycieczki.
Nasze dzieci bardzo lubią bajkę Auta, więc chcieliśmy zrobić im frajdę i zaczerpnąć z atmosfery tych historii, zobaczyć opuszczone miasteczka i słynną drogę, która tak przepięknie wtapiała się w całe otoczenie, że właściwie nieważny był cel. Przejazd nią był po prostu przeuroczy. Mother Road, czyli Droga Matka, aktualnie raczej symbol istniejący w historii i kulturze.

Route 66 była kiedyś główną trasą, po której poruszali się ludzie podążający ze wschodu na zachód USA, najczęściej za pracą i bardziej spełnionym życiem. Często kuszeni obietnicą wielkich pieniędzy w Kalifornii pakowali dobytek i ruszali z Oklahomy na przykład w długą, wielodniową podróż. Wzdłuż trasy zaczęto budować hotele, sklepy, stacje benzynowe. Droga stawała się połączeniem wielu lokalnych dróg, które często biegły przez centra i główne ulice miast i miasteczek. To między innymi dlatego Route 66 nazywana była też Główną Ulicą Ameryki.

Route 66 skreślono z listy amerykańskich autostrad w 1985 roku, więc teraz… właściwie jej nie ma. Powstało wiele innych, szybszych i lepszych autostrad i dróg i ta jest raczej traktowana jak symbol i część historii. I to na tzw. historycznej Route 66 było najpiękniejsze. Jadąc nią kilka godzin jest się praktycznie samemu na drodze. Przejazdem widać jedynie opuszczone, wyludnione miasteczka i ustylizowane na stare trucki auta z bajki o Autach. Robi to wrażenie, zwłaszcza wieczorem, podczas zachodzącego słońca. Nie mogliśmy się powstrzymać, żeby nie stanąć gdzieś w szczerym polu i na pustej drodze nie zrobić sobie zdjęć ze słynną drogą w tle.

Pamiętacie film Forrest Gump i jego bieg? On też biegł przez Arizonę Route 66. Później pokażę Wam jeszcze cudniejsze miejsce z tego filmu 😊

Droga drogą, ale cel jednak istniał, a było to miasteczko Williams. Tam mieliśmy nocleg, by móc kolejnego dnia wyruszyć na poznanie się z Wielkim Kanionen. Miejscem, które okazało się dla mnie największym z cudów natury, jaki do tej pory widziałam. Ale o tym w kolejnym poście…

Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące mojej wyprawy, interesują Cię koszty, hotele itp. śmiało pisz na: anna@kobietainwestuje.pl. Chętnie odpowiem na każde pytanie.

Uważasz, że temat jest ciekawy? Podziel się, proszę tym postem ze znajomymi. Moim zdaniem inwestowanie i finansowa odpowiedzialność jest dla kobiet bardzo istotna i chciałabym, żeby jak najwięcej z nich sobie to uświadomiło.

Będzie mi miło, jeśli polubisz też moją stronę na Facebook-u.

 

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również