Pekin – miasto „prawie” oryginalne

W tym roku wyjątkowo dużo podróżuję. I pomyślałam w czasie aktualnego wyjazdu do Chin, że może warto byłoby opisywać te miejsca też na blogu. Wiem, że to blog o inwestowaniu, ale przecież ja nie żyję tylko inwestowaniem i chętnie pokazałabym Wam też siebie i swoje życie od trochę innej strony 🙂 Poza tym może kogoś zaciekawi mój punkt widzenia i skorzysta z informacji przed swoją własną podróżą, a po drugie te miejsca często są ciekawe inwestycyjne i pod względem podejścia do kobiet czy pieniądza.

W Pekinie miała się odbyć konferencja na temat negocjacji, na którą jedna z chińskich organizacji rządowych zaprosiła mojego męża. Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tej okazji na zwiedzenie tego miasta. Mój mąż był już w Chinach kilka razy z naszym Synem i wracali zawsze z bardzo pozytywnymi wrażeniami, dlatego postanowiłam, że tym razem lecę i ja.
Mieszkamy w samym centrum Pekinu, a że pierwszego dnia jesteśmy bardzo zmęczeni, więc jedynie chodzimy po okolicy i przysiadamy coś zjeść. Jak zwykle przy naszych podróżach postanawiamy jeść w miarę lokalnie – McDonald zostawiamy jako koło awaryjne dla 4-letniej córki, która jest z nami i okazuje się, że tylko raz musieliśmy tam pójść. Dosyć szybko stwierdzam, że nasze chińskie dania w Europie raczej mało przypominają te, jakie tu spotykamy.

Największym problemem w Pekinie, jaki napotykamy od początku jest słaba znajomość angielskiego wśród Chińczyków. Jest to oczywiście nasz problem, nie ich! Dla nas to kłopotliwe zwłaszcza w restauracjach, bo tylko niektóre mają karty z angielskimi napisami. Szczęśliwie zdarza się, że karty z menu mają obrazki. Wtedy po prostu improwizujemy 😊 To, jak różnorodne jest tu jedzenie i w jaki sposób jest przygotowywane to istny zawrót głowy. Kolory, smaki, przyprawy, konsystencja różnych produktów, różnorodność warzyw… Dość często zdarza się, że nie wiemy dokładnie co jemy, ale cóż – taki to urok tego miejsca.
Jedzenie w Chinach nie jest szczególnie drogie i bez problemu można się najeść całą rodziną za kilkadziesiąt złotych w restauracji, uliczne jedzenie odpowiednio duuużo tańsze.

This slideshow requires JavaScript.

Dla mojej córki najbardziej magiczne i chyba hipnotyzujące było robienie przez jedną damę pewnego rodzaju makaronu, z mąki owsianej 😊

Chińskie canellonni – FILM


Najbardziej szokujące mnie był spacer uliczką z pełnymi straganami ulicznego jedzenia odchodzącej od słynnej ulicy Wangfujing (to taka nowojorska 5 Aleja albo berliński Ku’damm). Grillowane skorpiony, chrząszcze, larwy czy węże jakoś nie bardzo skłaniały mnie do spróbowania, ale było na nie mnóstwo chętnych, więc zakładam, że są dobre 😊

This slideshow requires JavaScript.

Co zobaczyć w Pekinie? 

Pekin to zderzenie luksusowych marek z mnogością kolorów, błyskotek i kiczu. To miasto, gdzie powstająca nowoczesność stale przeplata się z tradycją, bieda z bogactwem, a nawet przepychem. Nie wiem, czy można znaleźć tu jakiś balans tego. Z jednej strony Chiny w szalonym tempie stają się znawcami informatyzacji i innowacji, z drugiej zaś wszystko, na co nie napotykasz niby jest zrobione i działa, ale jest zazwyczaj „prawie” zrobione.

Instrukcje i wskazówki w metrze niby są (pamiętajcie, że nawet w serwisach w metrze po angielsku nikt raczej nie mówi), ale tak naprawdę to bardzo się trzeba nagłowić, co autor miał na myśli. Wszystko niby z pozoru jest, jak być powinno, ale jak się przyjrzeć dokładniej to… Myślę, że jeśli chodzi o efektywność to przeciętny Niemiec dostałby zawału serca, gdyby zobaczył niektóre sytuacje, jakie się tu zdarzają. Ale ma to generalnie swój urok i pasuje do całości zdecydowanie 🙂

Pekin, Chińczyków, ich organizację, ich zachowania i usposobienie albo od początku przyjmiemy za zabawne i lekko abstrakcyjne i podejdziemy do tego z uśmiechem, albo może być to bardzo frustrujące 😊 Chińczycy są bardzo radośni i bardzo mili. Chętnie powiedzą Ci, dokąd iść, nawet jeśli tego nie wiedzą (niemiło jest przecież nie odpowiedzieć, więc uważaj 😊 Ale też plucie w miejscach publicznych jest zupełnie naturalne (uważają, że zalegająca flegma gromadzi złe duchy, że wypluwanie jej oczyszcza organizm i pozbawia toksyn). Są zawsze pierwsi, więc w kolejkach będą Cię popychać non stop, mlaskanie i wypluwanie wszelkich kostek na stół po prostu jest normalne, a na pasach NIGDY nie masz pierwszeństwa (nawet na zielonym!). Będąc w Chinach warto się przyzwyczaić do tego typu sytuacji, bo to część kultury i tego, jacy Chińczycy są.

Co zwiedzać? W Pekinie bardzo podobał mi się Yonghegong, popularnie zwany Lama Temple. To jeden z bardziej znanych klasztorów tybetańskiego buddyzmu. To cały kompleks budynków, placów i świątyń, takich jak: Pawilon Wiecznej Szczęśliwości, Pawilon Niebiańskich Królów, Pawilon Nieskończonych Łask czy Pawilon Harmonii i Pokoju. Wszędzie widać ludzi, którzy się modlą i można obserwować wszelkie buddyjskie rytuały. Zewsząd czuć zapach kadzideł, słychać dzwoneczki i widać modlących się mnichów. Oczywiście największą atrakcją jest znajdujący się w jednym z ostatnich pawilonów ogromny posąg Buddy Maitreji, wykonany z jednego kawałka drewna i wpisany do Księgi Rekordów Guinnesa.
Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie to miejsce i polecam każdemu, kto ma okazję je zobaczyć.

This slideshow requires JavaScript.

Idąc do Lama Temple można zobaczyć też po drodze jedne z wielu pekińskich hutongów. Hutong to kilka parterowych domów, połączonych ze sobą, na planie prostokąta. Między nimi są bardzo wąskie uliczki (naprawdę wąskie!). Ich mieszkańcy żyli kiedyś dosyć blisko, we wspólnotach, ze wspólnym dziedzińcem i … wspólną toaletą. Dziś nadal żyją w nich ludzie, ale coraz rzadziej i raczej na przedmieściach. Częściej przerabia się je na małe knajpki czy sklepiki.

This slideshow requires JavaScript.

Jako że mieszkaliśmy w centrum, przy stacji metra – zdecydowanie polecam takie rozwiązane, bo ceny noclegów w Pekinie nie są szczególnie szokujące, a odległości i wielkość wszystkiego owszem – więc postanawiamy jeden dzień przeznaczyć na niedaleko położony Plac Tiananmen (Plac Niebiańskiego Spokoju) i Zakazane Miasto.
Naczytałam się o kolejkach tam sporo, więc wyruszamy skoro świt, o 9 😊 Zanim wejdziemy na Plac sprawdzone zostają nam paszporty (pamiętajcie, by je zabrać ze sobą chcąc tam wejść) i prześwietlone plecaki.

Co charakterystyczne w Pekinie – wszędzie widać mnóstwo kamer. Wchodząc do metra za każdym razem prześwietlany jest plecak i kontrolowani jesteśmy my. Myślę, że przez tydzień moja obecność została nagrana i sfotografowana, a także sprawdzona, a moja twarz zeskanowana co najmniej kilkadziesiąt razy!
Wracając do Placu – po wejściu na niego od razu widać wszędzie ogromne kolejki. Zostajemy jednak zaskoczeni, jak szybko zostają rozproszone. Oczywiście „prawie” idealna organizacja daje o sobie znać i trochę zdezorientowani nie bardzo wiemy, po co i dokąd, ale jakoś udaje nam się przy użyciu gestykulacji porozumieć i dowiedzieć.
Plac Tiananmen to ogromna przestrzeń, dużo flag, wszechobecni żołnierze na warcie. To oczywiście miejsce spoczynku słynnego dyktatora Mao Zedonga, którego Chińczycy czczą po dziś dzień. Wchodząc do mauzoleum większość przybyłych tu osób nabywa kwiaty i składa je mijając przeogromny pomnik, na którym na tle ogromnych przestrzeni górskich z noga założoną na nogę z pięknym uśmiechem siedzi Mao. Większość składa kwiaty oddając mu hołd i pokłon – dosłownie. Potem szybko przechodzi się koło zabalsamowanych zwłok w wielkiej szklanej skrzyni i… to tyle.

Dla tych, którzy wierzą, że to dzięki niemu Chiny i Chińczycy przeżyli wielkie zmiany to zobaczenie Mao Zedonga ma pewnie ogromną wartość. My potraktowaliśmy to jako miejsce, które po prostu będąc w Pekinie należy zobaczyć, choć jeśli się nie zobaczy, pewnie też nic wielkiego się nie wydarzy 😊

This slideshow requires JavaScript.

Zakazane Miasto znajduje się zaraz za Placem, na północ. Znajduje się tam pałac cesarski dynastii Ming i Qing, który zbudowany został na początku 1400 roku. W 1987 roku wpisano je na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To istne miasto w mieście, składające się z wielu pawilonów, placów, komnat, ogrodów, a wszystko otoczone murem i wodą. Legenda głosi, że cesarz kazał tu ponoć wybudować 999 pomieszczeń. Przez ponad 500 lat zamieszkiwało tu 24 cesarzy, aż do opuszczenia go przez Puyi w 1924 roku.

This slideshow requires JavaScript.

W Pekinie warto też przeznaczyć czas na obejrzenie Letniego Pałacu, będącego letnią rezydencją chińskich cesarzy. To ogromny kompleks parkowy, z jeziorem, na brzegu którego na wzniesieniu położony jest pałac.

Jeśli natomiast macie trochę więcej czasu na zwiedzanie i jedziecie z dziećmi to polecam The World Park z mnóstwem miniaturowych budowli znanych budynków z całego świata. Znajdziecie tam wieżę Eiffla, piramidy w Gizie, katedrę Notre Dame, krzywą wieżę w Pizie czy Statuę Wolności.
Niestety nie pojechaliśmy zobaczyć Wielkiego Muru. Nasza córka i tak była wystarczająco dzielna, by tyle zwiedzić. W Pekinie wszystko jest duże i daleko, więc Mur postanowiliśmy odłożyć na inny czas.

W Pekinie mieszka ponad 20 milionów mieszkańców. Dosłownie trudno wyobrazić sobie ogrom tego miasta. Posiada ono jednak bardzo dobrze rozbudowaną sieć metra, które zdecydowanie polecam do poruszania się po mieście. Jest ono też dosyć tanie, bo jeden bilet kosztuje 3 Juany. Relatywnie tanie są też taksówki. Należy jednak pamiętać, że taksówkarze nie mówią po angielsku i nie potrafią raczej przeczytać adresu, który nie jest po chińsku. Warto więc się wcześniej przygotować do takiej jazdy 🙂

Chiny to kraj wielu restrykcji i ograniczeń. Tym, który głównie doskwierał mi była cenzura internetowa. Państwo kontroluje ruch, ale też dostępność treści w sieci. Marne są szanse – właściwie żadne – na korzystanie tam z Facebook-a, Instagram-a lub Google? Jest natomiast możliwość korzystania z zagranicznych stron, ale ładowały się one zazwyczaj tak długo, że traci się ochotę na korzystanie  z nich.

Być w Chinach i nie wyskoczyć na zakupy? Oczywiście byłam i ja. Najsłynniejsze domy towarowe to Silk Market i Pearl Market. Ja postanawiam jednak zaliczyć typowo chiński dom towarowy przy stacji metra ZOO. Jest o tyle lepszy, że sporo cen jest od razu ustalonych, albo są do lekkiego utargowania, a nie nawet 10-krotnie ponoć przesadzone, jak na dwóch pozostałych. Mniej się więc trzeba natargować, a to wielka sztuka, kiedy nie mówi się w żadnym wspólnym języku 😊
Potem szybkie odwiedziny w ZOO – nie mogliśmy nie zobaczyć pandy, jesteśmy w podróży z dzieckiem przecież 😊.
Przez cały jednak tydzień zastanawiałam się, kto dla kogo był większą atrakcją – Chiny dla nas czy my dla Chińczyków 😊 Nie zliczę wprost, ile razy zostaliśmy poproszenie o zrobienie sobie zdjęcia z naszą córką – jest długowłosą blondynką o niebieskich oczach. I kiedy ja na Placu Tiananmen robię zdjęcia maszerującym żołnierzom czy próbuję uchwycić ciekawe momenty w Lama Temple to często zasłaniane mi są nagle interesujące mnie sytuacje, bo okazuje się szybko, że to my stajemy się główną atrakcją dla otoczenia 😊 Bywało więc, że zwiedzaliśmy szybko, bo po jednym pozwoleniu na zrobienie sobie czy naszej córce zdjęcia zaczynała ustawiać się już kolejka!

Chińskie finanse

Chińska waluta nazywa się Renminbi (RMB). Dzieli się ona na Juan, Jiao i Fen. Jeden Yuan wynosi 10 Jian, a jeden Jiao to 10 Fen. Ale żeby nie było za łatwo na swoją walutę potocznie mówią Kuai, czyli kawałek 😊 1 RMB to ok. 0,45 PLN.
Chińczycy mają świetne nawyki, jeśli chodzi o oszczędzanie. Ważne jest dla nich odkładanie choćby niewielkiej kwoty z dochodu na oszczędności, a statystyki mówią, że około 50% z zarobionej sumy odkładają, głównie na mieszkania.
A ceny mieszkań w Pekinie przyprawiają o zawrót głowy. Do dziś pamiętam przeczytana kiedyś rozmowę z Literackim Laureatem Nobla sprzed kilku lat Mo Yan. Powiedział on, że za nagrodę (to jakieś 4 mln PLN) w Pekinie może co najwyżej kupić sobie jakieś 60 metrów kwadratowych i to poza centrum miasta. A mimo to wśród Chińczyków nie brak zainteresowania na takie mieszkania, a nawet te o wiele droższe.

Jeśli chodzi o chińską giełdę to zainteresowanie nią ogranicza dosyć niska stopa zwrotu indeksu Shanghai Composite, który na przestrzeni roku zyskał jedynie 2,7 %.

W Chinach bardzo popularna jest aplikacja społecznościowa WeChat. I to, co w niej świetnego to wcale nie możliwość komunikowania się ze sobą. Bardzo wielu użytkowników w Chinach ma zintegrowane z tą aplikacją swoje konto bankowe lub/i kartę kredytową – i widać tą użyteczność tam na każdym kroku. Tzw. WeChat Wallet daje możliwość płatności za różnego rodzaju usługi, jak płacenie w restauracji, za taksówkę itd. Na WeChat działają sklepy online. Z WeChat korzystają tam dosłownie wszyscy!

Kody QR nie są tak popularne nigdzie chyba na świecie, jak w Chinach. Dzięki tej technologii chiński świat offline może się łatwo łączyć ze światem online. Każdy posiadać konta na WeChat otrzymuje swój osobisty kod QR. I dzięki temu można łatwo zeskanować czyjś kod i mieć od razu dane albo prosto płacić używając go.

Kobieta w Chinach i inwestycja… w małżeństwo

Aktualnie małżeństwa zawierane są dosyć późno i wcale nie najważniejsze są tu romantyczne uniesienia. Kobieta staje się „prawdziwą kobietą”, kiedy wyjdzie za mąż i urodzi dziecko. Związki dopierane są raczej na zasadzie podobnego statusu i traktowane raczej, jako inwestycja, która powiększa ród. Jeśli ktoś studiował, raczej będzie szukał też kogoś o podobnym poziomie wykształcenia. Przy zawieraniu małżeństwa para zobowiązuje się też do dbania o swoich rodziców.

Większość Chinek dąży do tego, by być idealną, „spokojną” (cokolwiek oto znaczy), usłużną żoną i matką. Chińska kobieta powinna być posłuszna systemu konfucjańskiemu, który do dziś funkcjonuje. Super jest, jeśli kobieta znajdzie męża obcokrajowca, bo ten zapewni jej dostatnie życie. Syn byłby już dopełnieniem sukcesu.

Mniej zamożne czy wykształcone Chinki mogą być tzw. „małą żoną”, czyli po prostu utrzymanką. Od partnera może wtedy oczekiwać zapewnienia jej mieszkania, gdzie będzie mieszkać wraz z ich potencjalnym dzieckiem.

Oczywiście to, co napisałam to spore uogólnienie, bo coraz więcej współczesnych Chinek studiuje, robi kariery zawodowe, prowadzi firmy i podróżuje po całym świecie. Jednak to model, który dopiero powoli się przebija i póki co nie jest popularnym.

Pekin dał mi namiastkę Chin, ale zdecydowanie dał też ochotę na więcej. Nigdy wcześniej nie byłam w Azji, więc to była dla mnie totalnie inna podróż niż wszystkie do tej pory i mam nadzieję, że będę mieć jeszcze okazję na kolejne wyjazdy w te strony.

This slideshow requires JavaScript.

Byłaś już w Chinach? Podobało Ci się? Jakie inne kraje były dla Ciebie podróżą, która była najwspanialsza? Podziel się proszę w komentarzach swoim zdaniem.

Jeśli ten temat wydał Ci się ciekawy podziel się, proszę tym postem i udostępnij go znajomym na FB. Moim zdaniem inwestowanie i finansowa odpowiedzialność jest dla kobiet bardzo istotna i chciałabym, żeby jak najwięcej z nich sobie to uświadomiło.

Będzie mi miło, jeśli polubisz też moją stronę na Facebook-u.

 

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również

  • Troszkę zazdroszczę podróży 🙂 Przez zdjęcia z Chińczykami rok temu musiałyśmy z Tośką uciekać z Krakowskiej Starówki. Bałam się, że mi dziecko porwą po tym jak kolejka do zdjęcia z nią się ustawiła.

    • Dla każdego „inność” jest interesująca, a oni po prostu nie mają oporów, żeby to okazać 🙂 Nasza córka była tym lekko przerażona, ale często było to też sympatyczne i poznawaliśmy ciekawych ludzi.