Problem z miłością i pieniędzmi

Temat kobiecych niskich emerytur czy zarobków, gdy jeszcze pracują, tzw. szklany sufit w firmach to tematy często poruszane w prasie. To bardzo ważne kwestie i należy o tym mówić nieprzerwanie i głośno. Niezmiennie poważnym tematem jednak są też pieniądze (lub ich brak) wśród kobiet, które wchodzą w związki, rodzą dzieci, wychowują je zajmując się też jakiś czas domem i nie pracują zawodowo w tym czasie. Ale finansowa tragedia dotyka je drastycznie dopiero wtedy, gdy się rozwodzą i zostają nagle same z dziećmi.

Na zdjęciu poniżej widzicie jedną z okładek niemieckiego „Der Spiegel”, a w nim temat, który wraca stale, jak bumerang w wielu krajach.

Autorki tekstu piszą, że „być kobietą – a przynajmniej być matką = finansowe ryzyko. I że często dochodzi do sytuacji, kiedy jest już za późno na myślenie o pieniądzach: kiedy rodzina się rozpada”. Autorki przytaczają cytat doradcy dla par, który mówi, że „w dzisiejszych czasach coraz częściej i otwarcie rozmawiamy w związku o naszych seksualnych potrzebach, ale nadal niewiele par chce swoją miłość sprofanować czy zaburzyć zawracając sobie głowę czymś takim, jak pieniądze”. Pieniądze to aktualnie ostatnie, największe tabu w relacji.

Szczególnie my, kobiety, mamy tę trudność mówić o ekonomicznych aspektach w różnych sytuacjach naszego życia (np. kiedy planujemy dzieci) i jakoś ciężko przychodzi nam troszczenie się o siebie samą pod względem finansowym. Przytoczono, że 41% przepytanych osób w Niemczech nie wiedziało, ile zarabia partner! Autorki pokazują, że w żadnym z najbardziej uprzemysłowionych krajów, kobiety nie są aż tak zależne finansowo od mężczyzn i że w żadnym z nich ryzyko biedy wśród kobiet nie jest tak duże.

Klasyczny podział ról w związku a pieniądze

Kobiety nigdy nie były tak dobrze wykształcone, jak teraz. I nasza świadomość i samodzielność nigdy nie była większa. Obserwujemy jednak nowoczesny model starej historii: mąż zarabia na dom, a kobieta wychowuje dzieci i zajmuje się domem – tylko w bardziej wyrafinowanych i unowocześnionych warunkach. Bo nawet po próbach godzenia tych ról (w artykule opisana jest sytuacja menedżerki próbującej po narodzinach dzieci wrócić szybko do pracy i jej męża robiącego karierę) często kończymy w kulturowo przypisanych nam rolach. Zwyczajnie brakuje nam pomocy i siły, by udźwignąć wszystko. Nawet jeśli mężczyźni chcą nam pomagać i dzielić na przykład swój etat z kolegą, kiedy dzieci są małe (coraz popularniejsza opcja) to czują ogromny opór ze strony pracodawców czy kolegów i zwyczajnie się muszą poddać, by utrzymać pracę.

 

Klasyczny podział ról może być niebezpieczny i dla kobiet i dla mężczyzn

Co się może wydarzyć, w przypadku rozwodu, z sytuacją finansową kobiety, która zajmowała się poprzednie wiele lat dziećmi i domem, możemy sobie wyobrazić. W artykule przywołano jednak przykład, w którym i mężczyzna łatwo może popaść w finansową ruinę po rozpadzie związku. Np. w przypadku, gdy mężczyzna nie zarabia zbyt dużo to po zapłaceniu alimentów na dzieci, a często też różnych kosztów sądowych brakuje mu pieniędzy na bieżące wydatki. Przytoczony w artykule mężczyzna przyznaje, że nigdy nie rozmawiał ze swoją ex-żoną o pieniądzach i potencjalnej finansowej przyszłości. Mówi, że jeśli kiedykolwiek była taka sytuacja i zaczynali rozmawiać o pieniądzach to zawsze kończyło się to kłótnią.

Klasyk wśród większości par niestety. A to nie wróży dobrze na przyszłość i nie jest żadną bazą, by poukładać nasze finanse w teraźniejszości, jak i na kolejne lata. Często myślimy o naszej sytuacji finansowej w przypadku śmierci naszej czy partnera, albo ubezpieczamy nasze domy na wypadek pożaru. Ale rzadko zdarza nam się myśleć o tym na wypadek rozwodu. I chyba nikogo to nie dziwi, bo do miłości podchodzimy z zupełnie innymi emocjami i innym rodzajem zaufania niż do kupna domu.

Jedna z bohaterek artykułu opowiada, jak mieszkając jeszcze na wsi wielokrotnie dyskutowały o jednej kobiecie, która posyłała swojego syna do niani, a sama szła do pracy. Wszyscy na wsi mówili wtedy, jaką wielką krzywdę robi ona synowi. Okazało się, że to bohaterka zauważyła po rozwodzie na swoim koncie bankowym i odcinku prognozowanej emerytury, jaką wielką krzywdę zrobiła sobie zajmując się kilka lat tylko domem i dzieckiem. W zaawansowanym wieku i z wieloletnią przerwą w pracy trudno jest wrócić na rynek pracy i znaleźć na tyle dobrą pracę, by móc się bez problemu utrzymać na odpowiadającym nam poziomie.

W Niemczech spośród 82% rodzin z dziećmi poniżej 6 roku życia to mężczyzna jest głównym „żywicielem rodziny” i jest głównym zarabiającym. 70% pracujących mam nie pracuje na pełny etat pracuje maksymalnie 18,5 godziny. W porównaniu z innymi europejskimi krajami to bardzo mało. Większość z takich etatów to typowa praca tymczasowa, niepewna i niestała i trudno traktować ją, jak rozwijający je pomost do stałego etatu w przyszłości. W efekcie ok. 65% kobiet w wieku 30-50 lat zarabia mniej niż 1000 Euro netto w miesiącu (oczywiście rozumiem, że to sporo pieniędzy, jak na polskie warunki, ale wierzcie mi, że za niecałe 1000 Euro w Niemczech nie jest łatwo przeżyć rodzinie z dziećmi, zwłaszcza w większym mieście – wiem z doświadczenia).

Francja i jej sprawdzający się system opieki nad dziećmi

Jako przykład rozwiązania, które funkcjonuje autorki podają Francję. 2 na 3 Francuzki pracuje na cały etat i żadna nie ma poczucia winy, że oddaje dziecko do przedszkola. Połowa dzieci poniżej 2 lat chodzi do żłobka czy do niani, w wieku 3 lat prawie wszystkie francuskie dzieci chodzą do przedszkola (ecole maternelle) i zostają w nim do godz. 16.30. Za darmo! Francuzi inwestują rocznie prawie 1,2% PKB w opiekę dzieci do 6 roku życia. W Niemczech w opiekę przedszkolną inwestuje się 0,5%. W Polsce tak samo, ale ponoć są to najmniej efektywnie i najmniej widoczne w konsekwencjach pieniądze. Na politykę prorodzinną w ogóle we Francji wydaje się prawie 4%, w Polsce 1,5%. Wydajemy aktualnie 0,7% PKB na program 500+. Może lepiej byłoby wprowadzić darmowe przedszkola, by mama miała spokojną głowę i mogła pomyśleć o powrocie do pracy? Drażliwego tematu nie będę ciągnąć, bo nie jestem żadnym ekspertem w tej dziedzinie oczywiście, ale wydaje mi się, że czasem warto naśladować tych, którym się udaje jakąś reformę zrealizować.
 

We Francji szybki powrót do pracy po urodzeniu się dziecka opłaca się kobietom tez finansowo. Im więcej dzieci tym mniej opodatkowana jest pensja kobiety. W Niemczech kobiety z wyższymi dochodami (zwłaszcza w małżeństwie, w którym mężczyzna zarabia więcej) mają poczucie, że są „podatkowo karane”. Istnieje tam system podatkowy oparty na klasach podatkowych, do których przynależność zależy od stanu cywilnego, a jeśli chodzi o małżonków to też od tego, kto ile zarabia (więcej, mniej lub podobnie) i jeśli mężczyzna zarabia sporo to, żeby mógł zapłacić odpowiednio niski podatek, kobieta musi być w klasie podatkowej o prawie najwyższym podatku.

Oba kraje różnią jednak tradycje i normy kulturowe. Filozof Jean-Jacques Rousseau pokazał je bardzo trafnie. We Francji wierzy się, że dziecko na świat z czystą niezapisana kartą (duszą), która należy zapisać. I im szybciej na dziecko zaczną oddziaływać różne bodźce zewnętrzne, tym lepiej. W Niemczech rządzi przesłanie, że dziecko przychodzi na świat z duszą idealną i powinno być chronione przed bodźcami zewnętrznymi, żeby jej nie zepsuć. Więc im dłużej dziecko jest tylko w otoczeniu mamy, tym lepiej. Ciekawa jestem, jak myślicie, jak jest w Polsce??

Odpowiedzialność za przyszłość finansową spoczywa na każdej z nas 

Nie uważam, że klasyczny podział ról w domu w okresie, kiedy rodzą się dzieci, jest zły. Moim zdaniem dzieci potrzebują być pierwsze miesiące z mamą blisko. Jeśli uważamy, że zajmowanie się domem i dziećmi to nasze powołanie na dłużej i odpowiada nam ta rola, ustaliłyśmy tak z partnerem, to też w porządku. Każda z nas sama musi dopasować sytuacje do siebie i swoich potrzeb. Jeśli jednak decydujemy się zostać w domu dłużej z dzieckiem, może warto poświęcić ten czas na przykład na to, by się rozwinąć w jakiejś dziedzinie? Zrób w tym czasie jakiś kurs (online można się teraz uczyć do woli), naucz się języka obcego, znajdź czas na czytanie książek z Twojej branży, zacznij kolejne studia… Możesz też ustalić z mężem, że będziecie w tym czasie odprowadzać składki na Twoje ubezpieczenie emerytalne (możliwości jest też sporo). Pamiętaj jednak, że odpowiedzialność za Twoją przyszłość i Twoje finanse spoczywa na Tobie. I nie odkładaj myślenia o nich na niewiadome jutro.

To co warto robić? Rozmawiać, koniecznie rozmawiać w związku o pieniądzach! O tym, jak będzie wyglądało nasze życie (finansowe!), kiedy pojawią się dzieci i pomyśleć, co może się z nami wydarzyć, kiedy męża z różnych przyczyń zabraknie. Żadna z nas nie zakłada, że nasza rodzina może się rozpaść, ale aktualnie rozpada się prawie co drugie małżeństwo i może warto pomyśleć o tym, co by było… Ja zachęcam tez stale do tego, by inwestować – nawet małe kwoty, ale regularnie. Bo w razie jakiejkolwiek trudnej sytuacji w przyszłości, będziesz w stanie sobie poradzić.
Będzie mi miło, jeśli polubisz moją stronę na Facebook-u czy mój profil na Instagram-ie. Jeśli uważasz, że temat jest ważny, podziel się, proszę tym postem ze znajomymi. Moim zdaniem inwestowanie i finansowa odpowiedzialność jest dla kobiet bardzo istotna i chciałabym, żeby jak najwięcej z nich sobie to uświadomiło.

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również

  • Klaudia

    To bardzo ważny temat i trzeba o tym mówić. Nie wiem czy to kwestia wychowania czy czytania wielu artykułów, ale zawsze byłam świadoma wagi partnerstwa w związku i tego, że trzeba świadomie podejmować decyzje związane z pracą, finansami (bo nie chcę krytykować żadnej z postaw, boli tylko, że są nieprzemyślane…). Boli też to i ciśnie się na usta, ze niestety, ale w Polsce jest gorzej niż było jeszcze jakiś czas temu, bo „500+”. Nie mówię, że system socjalny to coś złego, bo jasne, świetnie, że w końcu w Polsce jest socjal dla rodzin, ale sposób wprowadzenia i konsekwencje – koszmar. W poprzedniej pracy miałam kontakt z bezrobotnymi, często odbiorami 500+, kobietami, które nie myślą o swojej przyszłości, bo przecież o co chodzi, mają na chleb, mają nawet na zrobienie hybryd dwa raz w miesiącu… Dobra, nie będę się rozwlekać i wylewać żalu na to, że nie uświadamia się społeczeństwa, kobiet głównie, więc tylko dziękuję za artykuł, może uświadomi paru osobom, że trzeba dbać o swoją przyszłość 😉

    • Oj, ciężki temat, co? 🙂 Też mam swoje zdanie na temat 500+, ale mam nadzieję, że sporo osób zrobi z nich też dobry użytek. Moją samozwańczą rolą jest uświadomić kobietom powagę sytuacji, jeśli same o sobie nie pomyślą i zmotywować do tego, by same zatroszczyły się o swoją finansową przyszłość. Widzę, jak wiele kobiet wokół mnie rozwija siebie i swoją edukację finansową i chcą robić więcej i więcej… Mam nadzieję, że to w tę stronę będzie szedł trend 🙂 Dziękuję za komentarz 🙂

  • Kalina Czarnopolska

    Przed ciążą prowadziła własną działalność gospodarczą. Niestety prawo w Polsce mamy takie, że gdybym teraz chciała wrócić do pracy na DG, musiałabym płacić duży ZUS, doliczając do tego żłobek (dziecko ma 1,5 roku) samych kosztów wyszłoby mi około 2.000 zł! No niestety, nie zarabiałam aż tyle, żeby mi się to zwracało, a żeby pracować (co najmniej) 8 godzin dziennie i zarabiać na tym na czysto 300 złotych to mam średnią ochotę. Byłam freelancerem, więc co miesiąc zarabiałam inną kwotę.

    • Świetnie Cię rozumiem. Też miałam takie momenty w swoim życiu i zwyczajnie spędziłam ten czas z dzieckiem. Może wykorzystaj ten okres po prostu na to, by się w czymś dokształcić, zwiększyć swoje kompetencje? A jak będziesz się rozwijać to czasem rozwiązania się mogą nasunąć same…

  • ‚Czasem warto naśladować tych, którym się udaje jakąś reformę zrealizować.”- Ania, dokładnie tak! Uważam, że pieniądze na 500+ można byłoby lepiej ulokować – szczególnie że gotówka do reki nie sprzyja temu, żeby kobiety wracały na rynek pracy – bo w takiej sytuacji paradoksalnie bardziej opłacalne (doraźnie) może być dla kobiety zostanie w domu.

    • Dokładnie. Może np. darmowe przedszkola czy inna pomoc kobietom? Nie wiem, czy to globalnie nie byłoby nawet tańsze 🙂

  • Zgadzam się ze wszystkim co opisałaś w swoim wpisie. Nawet mam czasem wrażenie, że kobiety są dumne, że ich ‚faceci/mężowie dużo zarabiają’, za to same niespecjalnie zwracają uwagę na swoje zarobki. Można sobie wyobrazić co stanie się, gdy facet poczuje kiedyś ‚zew młodości” i zakocha się ponownie, ale… w innej kobiecie. Dlatego liczyć trzeba przede wszystkim na siebie, nawet jeśli jest się w udanym związku, a już szczególnie, gdy ma się dzieci.

  • Święte słowa! Mam nadzieję, że każdy tego typu tekst da do myślenia kobietom i uchroni je od przykrej przyszłości.

    • A ja mam nadzieję – że nas kobiet blogerek piszących o finansach będzie więcej – i pokażemy, że mimo pełnienia wielu ról w życiu i jeszcze większej ilości obowiązków – jesteśmy w stanie i powinnyśmy myśleć także o naszych finansach 🙂