Włóż kasę w torebkę, najlepiej od Chanel!

Nie śledzę trendów modowych na bieżąco, ale lubię dobrze wyglądać i stawiam raczej na ponadczasową elegancję i dobrą jakość, niż na to, co jest w danym sezonie modne. Ale szczególnie lubię torebki – takie porządnej jakości, w klasycznych, ale też nietypowych kolorach i formach. Nie mam żadnej Chanel w kolekcji, mimo to chcę Wam dziś o tych torebkach i samej Pani Chanel opowiedzieć. Bo po pierwsze to ciekawa historia, a po drugie jest ściśle związana z inwestowaniem i wzrostami wartości.

Portal Baghunter na początku tego roku napisał, że najlepszą inwestycją kapitału nie są akcje, złoto czy obligacje, ale torebka vintage Birkin od Hermès, której wartość rocznie rośnie o 14,2%. Portal podał, że inwestowanie w model Birkin jest mniej ryzykowne, ale też bardziej opłacalne niż lokowanie kapitału w złoto. Nie jestem pewna, czy fakt ten traktowałabym jako zachętę do kupowania torebek, ale pokazuje to w jakim tempie rośnie aktualnie rynek dóbr luksusowych na świecie oraz jak bardzo wzrasta jego wartość. Model Birkin na zdjęciu poniżej.
Jeśli jednak nie podoba Wam się ten model od Hermès (możemy je dostać w przeróżnych kolorach i rodzajach skóry) to może zwrócisz uwagę na torebkę Chanel? Ale mam na myśli konkretny model torebki, a mianowicie klasyczną Chanel Classic Flap Bag. Portal Baghunter opisuje, że wartość torebki kupionej w 2010 roku za 2.850 dolarów wynosiła w 2016 roku 4.900 dolarów, a więc wzrosła w ciągu 6 lat ponad 70% (!) Dane dotyczą modelu w średnim rozmiarze, ale ponoć wyniki badań portalu odnoszą się do całości zjawiska „torebki Chanel”. Zauważa się, że ten nagły wzrost ceny zbiega się z ogólnym podwyższeniem wartości dóbr luksusowych na całym świecie. Przyznaję, że te dane zaskoczyły mnie ogromnie, bo jako kompletny laik w torebkowych niuansach, nie spodziewałam się, że mogą one mieć aż taką wartość, a właściwie nawet wzrost wartości.
Najsłynniejszy chyba model torebki Chanel   Classic Flap Bag (na zdjęciu powyżej) zaprojektowany został przez Coco (Gabrielle) Chanel i wypuszczony na rynek w 1920 roku, aczkolwiek nowsza jej wersja powstała nieco później, czyli w lutym 1955 roku. I to właśnie ta data kryje się pod najpopularniejszą nazwą tej torebki, która do niej przylgnęła już na stale, czyli 2.55 – 2 to miesiąc i 55 to rok powstania. Rok temu model ten obchodził więc już swoje 60 urodziny, a zainteresowanie nim jest chyba jeszcze większe niż wcześniej, mimo rosnącej rokrocznie ceny.
Wtedy, gdy Coco zaprojektowała ten model, noszone były głównie małe kopertówki, które trzeba było trzymać w ręku, albo większe kuferkowe torebki trzymane za rączkę, a tu nagle torebka z dłuższym łańcuszkiem, którą można było nosić na ramieniu. Coco mówiła na ten temat: „Miałam już dość noszenia torebek w ręku i ciągłego ich gubienia, więc dodałam pasek i zawiesiłam na ramieniu”. Nareszcie kobiety mogły mieć wolne ręce, a do tego piękną, ozdobną torebkę, której również funkcjonalność została dokładnie przemyślana. Torebce dodano złoty łańcuszek do paska, który to Coco kojarzył się z kluczami noszonymi na łańcuchach przez siostry zakonne z sierocińca, gdzie się wychowywała. Pikowanie torebki to jej miłość do jeździectwa i odnosi się do strojów jeździeckich. Torebki mają podszewkę w kolorze burgundu – to nawiązanie do mundurków, jakie noszono w sierocińcu.
Od tamtego czasu model ten wygląda dosyć podobnie, z wyjątkiem zapięcia, czyli słynne logo złożone z dwóch CC, które zaprojektowane zostało przez Karla Lagerfelda w latach 80-tych (Lagerfeld był wówczas kierownikiem domu mody Chanel). Do dziś można ją nabyć w przeróżnych kolorach i w trzech rozmiarach, a także z różnym wykończeniem i z różnej skóry.
Z ciekawostek dodam, że każda torebka Chanel posiada we wnętrzu numer seryjny i hologram, a kupując ją dostajemy dożywotnią gwarancję i w każdej chwili możemy ją oddać do renowacji. Torebka wykonana jest z ogromną precyzją, a przed tym, zanim trafi do sprzedaży przechodzi 80 (!) kontroli jakości. Żeby powstała pracuje przy niej od 6-15 bardzo wykwalifikowanych rzemieślników, a potrzebują oni na jej zrobienie od 10-17 godzin. To jakość w czystej postaci, o którą dba się na każdym kroku jej powstawania.
Kiedy torebka Chanel 2.55 miała swoją premierę w roku 1955 kosztowała 220$. Teraz po 60 latach kosztuje około 4.900 $. Raptowny skok cen przypada głównie na ostatnie 6 lat i odnosi się też do innych torebek paryskiego domu mody. Na poniższej grafice zobaczycie, jak kształtowały się ceny torebki od początku jej istnienia po dziś dzień.

Szacuje się, że wartość 2.55 będzie rosła ok. 20% na rok, a jak zachowają się ceny, kiedy Lagerfeld opuści dom mody – prawdopodobnie, jak bardzo poszybują w górę? – nikt nawet nie próbuje prognozować. Tak więc ponoć to najlepszy czas na inwestowanie w ten model 🙂

Baghunter przewiduje kolejne wzrosty cen nie tylko modelu 2.55, ale wszystkich modeli tej marki. A może coś z nowości? 4 lata temu powstała nowa firma domu modu – Chanel Boy, i ona też ma dużą szansę stać się kolejną ikoną wśród całej rodziny torebek domu Chanel.

A gdzie ją kupić?

Nie jest to takie proste pytanie wbrew pozorom, bo mimo imponującej ceny trzeba mieć wiele szczęścia, by np. średni model tej torebki kupić tak po prostu trafiając przy okazji do któregoś z butików Chanel na świecie. Najsłynniejszy butik to ten przy Rue Cambon 31 w Paryżu. Jeśli jednak nie wybierasz się akurat w podróż to oczywiście można jej poszukać po prostu w internecie. Bez problemu znajdziesz takie sklepy. Możemy też spróbować na Ebay, ale trzeba mieć sporo szczęścia i bardzo uważać, bo 2.55 to jeden z najczęściej i najlepiej podrabianych modeli na świecie. Są też wyspecjalizowane w markach luksusowych portale, które pośredniczą w odsprzedaży oryginalnych egzemplarzy z drugiego obiegu. Np. Vintageheirloom.com czy czysecretvintagecollection.com dają gwarancję, że torebki, jakie u nich znajdziecie są autentyczne.

Okazuje się, że takie torebki z „wyższej półki” można kupić teraz już nawet na raty. W luksusowym butiku online Moliera 2 (akurat Chanel nie mają), dzięki opcji zakupów ratalnych, które umożliwia platforma PayU wraz z Alior Bank, możesz nabyć torebkę za np. 4.000 PLN i spłacać raty po ok. 150 PLN miesięcznie. Ponoć taka oferta cieszy się dużym zainteresowaniem. Hmmmm….

Czy inwestować w torebki, każda z nas musi ocenić oczywiście sama, bo choć torebka jest niezaprzeczalnie śliczna i miło byłoby może ją mieć, nie jest jednak produktem pierwszej potrzeby i raczej nie sprawi, że nasze finansowe poczucie bezpieczeństwa będzie zaspokojone. Może się też zwyczajnie zniszczyć, kiedy będziemy jej używać, a wtedy straci też na swojej wartości.

Co myślicie o torebkach jako formie inwestowania? Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat – napiszcie je proszę w komentarzach. A jeśli post Wam się podobał to prześlijcie go proszę dalej.

Jeśli ten temat wydał Ci się ciekawy podziel się, proszę tym postem i udostępnij go znajomym. Moim zdaniem inwestowanie i finansowa odpowiedzialność jest dla kobiet bardzo istotna i chciałabym, żeby jak najwięcej z nich sobie to uświadomiło.

Będzie mi miło, jeśli polubisz też moją stronę na Facebook-u.

 

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również

  • Sama nie wiem. Ja też lubię torebki. Zamiast wydać tyle kasy na torebkę wolałabym już chyba kupić samochód bo większy z niego użytek. Z drugiej strony samochód traci na wartości a taka torebka-z tego co piszesz-wręczy zyskuje. Tyle, że ja bym się chyba bała z nią nawet na ulicę wychodzić z obawy, że mi ukradną. Pewnie trzeba by ubezpieczyć. Chyba jednak za dużo zawracania głowy

    • Jak sama powiedziałaś, auto to raczej koszt, nie inwestycja. A z taką „Inwestycyjną torebką” to lepiej nigdzie nie iść 🙂 W kartonik i do sejfu. Chodzi o to, że mocno eksploatowana czy z jakimiś rysami nie będzie już takim wzrostem wartości jak nowiutka i zapakowana… No niestety… Też wolę inne formy inwestycji, ale każdy musi wybrać własne pod siebie, a to jest jakaś opcja i dla niektórych atrakcyjna 🙂

  • Każda z nas lubi torebki. Takie jest moje zdanie. Moim zdaniem czasem warto się zastanowić czy torebka jest warta tej ceny. Ktoś kiedyś powiedział, że ubieramy się nie dla siebie, ale dla innych kobiet. W takim razie czy warto wydawać tyle pieniędzy na to by nasze koleżanki miały na co popatrzeć? 🙂 Pozdrawiam Judyta