Czy da się zaakceptować inwestycyjną stratę?

Od kiedy inwestuję na giełdzie nauczyłam się bardzo wielu rzeczy. Nie tylko tego, jak w ogóle to robić, ale też jak kontrolować swoje emocje, jak opracować swoją własną strategię, nabrałam doświadczenia i mam większe zaufanie dla swoich decyzji. Do dziś jednak nie umiem obejść się z cięciem strat. W ogóle trudno mi zaakceptować, że musiałabym jakąś stratę ponieść. Jakoś nie musiałam tego do tej pory szczególnie sie uczyć, całe szczęście, a z ostatnich wielu miesięcy inwestowania mam tylko jedną spółkę, co do której muszę chyba w końcu to zrobić (K&S). Ten post piszę więc chyba też dla siebie, żeby nabrać pewności i wiedzy, jak i kiedy to robić i czy w ogóle 🙂

Nie lubimy przegrywać, to pewne – ja też nie lubię, w każdej dziedzinie. Trading jest jednak czynnością potencjalnie nieprzewidywalną. Możesz oczywiście się zabezpieczyć w różny sposób przed tym, żeby Twoje szanse na zysk były większe niż na stratę, ale nie wiesz na pewno, że tak będzie. Na giełdzie strata to jeden z możliwych scenariuszy i należy w jakiś sposób nauczyć się, że to naturalna rzecz w tym procesie. Że może się po prostu wydarzyć. Że przychodzi moment, w którym wiesz, że strata nie wywołuje już w Tobie paniki, lęku, zdenerwowania… Że już wiesz, że tak się dzieje. Łatwe? No dla mnie nie, nie umiem tego do tej pory 🙂 I wydaje mi się, że to najtrudniejsza z umiejętności, jakich należy się nauczyć, chcąc inwestować na giełdzie.

Warren Buffett – mój inwestycyjny mistrz, jeśli chodzi o giełdę, powiedział:

Co to oznacza? Zawsze staraj się najdokładniej, jak to możliwe, dobierać spółki, które zamierzasz kupić. W typowo kobiecy sposób 🙂 ze spokojem dokonaj potrzebnej analizy najlepiej, jak tylko potrafisz. Nie słuchaj tylko i wyłącznie podpowiadaczy i znawców  Dzięki tym „znawcom” i prognozom mam właśnie wspomniany K&S do dziś na stracie…

big-short

Ufaj swojej własnej, dogłębnej analizie, ale też nabytemu z czasem doświadczeniu, bo tylko wtedy będziesz mogła strat po prostu unikać. Nie próbuj na siłę robić mnóstwo transakcji, stawiać się pod presją. Moim zdaniem zawsze lepiej trochę zaczekać z kupnem czy sprzedażą, ale upewnić się, że wszystko jest tak, jak zaplanowałaś, niż robić wielu chaotycznych transakcji tylko po to, że masz jakieś wyobrażenie o szybkich, dużych pieniądzach.

Nie da się uniknąć strat aktywnie inwestując!

Uważam, że choćbyś próbowała robić najdokładniejsze analizy, strat czy błędów ciężko będzie uniknąć. I dotyczy to chyba każdego inwestora. I chyba nie chodzi dokładnie o to, żeby ich nie popełniać zupełnie, ale żeby umieć zaakceptować fakt, że mogą się zdarzyć. I że jeśli się zdarzą to nie oznacza, że jesteś marna, słaba i że się do niczego nie nadajesz. Z każdego błędu należy wyciągnąć wniosek i iść dalej. Może trzeba następnym razem coś ulepszyć, albo coś zmienić w naszej strategii, albo po prostu taka była nagła reakcja rynku i nic nie mogłaś zrobić.

Inną sprawą jest, jak wybrać moment, kiedy daną spółkę sprzedać? To jest właśnie umiejętność i wiedza, której się stale uczę. Kupując daną spółkę można sobie założyć próg wyjścia z inwestycji – gdyby przydarzyła nam się sytuacja, że cena akcji nagle leci na łeb na szyję i wszystko idzie wbrew naszym założeniom i oczekiwaniom. Najczęściej ustala się taki próg na podstawie wartości procentowej, np. zakładamy, że jesteśmy w stanie zaakceptować maksymalną stratę na poziomie 50% od ceny zakupu i ustawiamy takie zabezpieczenie na naszym koncie maklerskim.

Kupując dane akcje zakładam oczywiście, że uda mi się na nich zarobić. To oczywiste. Ale mam też z tyłu głowy, że może się coś nieprzewidzianego przeze mnie wydarzyć i mogę skończyć na minusie.

. Najważniejsza niech będzie Twoja własna analiza i Twoje własne założenia.

Warto wiedzieć, że zgodnie z aktualnymi przepisami, straty można rozliczać w zeznaniach PIT, przez pięć kolejnych lat. Oznacza to więc, że straty wykazane np. w deklaracji za 2015 rok można będzie zawrzeć w zeznaniach za lata 2016-2019, a w PIT z  2015 można wykazać straty z poprzednich pięciu lat (2009-2013). Trzeba pamiętać jedynie o tym, że maksymalna wysokość odliczenia wynosi 50% straty, a zatem najkrótszy okres w jakim można dokonać rozliczenia straty to dwa lata (2 razy po 50%).

A jak Wam idzie z ogarnianiem swoich emocji, jeśli chodzi o inwestycje? Potraficie nad nimi panować, czy jednak dajecie się czasem ponieść panice? Chętnie posłucham Waszych opinii – odezwijcie się proszę w komentarzu.

Ze stoickim spokojem więc życzę Wam cudownego weekendu 🙂 ,

Anna

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również