Obrazy, brylanty i wino, czyli o inwestycjach alternatywnych

Mieszkając jeszcze w Berlinie zostaliśmy zaproszeni kiedyś do znajomych na kolację. Okazało się, że ówczesny narzeczony naszej koleżanki, a już mąż (Oana i Jan pozdrawiam! – obiecuję im ten post przetłumaczyć, bo ona pochodzi z Rumunii, a on jest Niemcem 🙂 ) ma pod łóżkami i w szafach i na szafach i w różnych innych miejscach mieszkania pochowane wielkie kartony z różnymi zestawami Lego. Nowiutkie i nieotwarte! Nasz syn z każdym kolejnym kartonem miał coraz większe oczy, kiedy Jan je nam pokazywał i nie mógł uwierzyć, że ktoś może mieć taaaakie zbiory i ich nie składać. Jan nam wytłumaczył, że to zbiory, które są przeznaczone na inwestycję. Że to odpowiednie zestawy, wyselekcjonowane przez niego odpowiednio i że trzyma je latami i kiedyś ma nadzieję sprzedać z zyskiem. Pojęcia nie mam, czy już je sprzedał, bo dopiero dziś przy okazji tego posta mi się przypomniały, ale obiecuję się dowiedzieć 🙂 Pierwszy raz spotkałam się wtedy z takim pomysłem i z tematem tzw. inwestycji alternatywnych, o których dziś chciałabym Wam trochę opowiedzieć.

Co to jest inwestycja alternatywna? 

Inwestycje alternatywne, jak już sama nazwa wskazuje,  nie zaliczają się do tzw. tradycyjnych form inwestowania. A specyficzne czy alternatywne właśnie są przez aktywa, które są jej przedmiotem. Takie inwestycje to na przykład wspomniane przeze mnie odpowiednie zestawy Lego, ale też zakup dzieł sztuki, znaczków czy monet, odpowiednie gatunki win czy whisky czy jakieś przedmioty kolekcjonerskie itp. Takie inwestycje charakteryzują się głównie wyższą barierą wejścia, czyli mówiąc wprost np. ograniczonym dostępem czy wysoką ceną, ale też możliwe straty nie są najczęściej nagłe, a wartość raczej spodziewana wraz z upływem czasu (choć oczywiście nie zawsze).

W jakie aktywa można alternatywnie inwestować?

Od razu słyszę, że takie inwestycje to muszą być drogie, więc dostępne są dla wielkich i wytrawnych inwestorów. Otóż niekoniecznie. Oczywiście kupując określone aktywa musimy się wykazać jakąś wiedzą, ale nie wszystkie dzieła sztuki kosztują zaraz miliony. Można też za mniejsze pieniądze kupować np. monety kolekcjonerskie i istnieje spora szansa, że da się na nich też w przyszłości zarobić. Tak samo filatelistyka – ponoć nieźle zarabia się na znaczkach wycofanych z obiegu, które posiadają błędy, albo na jakiś rzadkich okazach, pochodzących z niewielkiego nakładu. Mogą to być też antyki, rękopisy, stare mapy

Jak widać, w tych inwestycjach nie chodzi o to, że muszą to być inwestycje/aktywa bardzo drogie. Ale są to na pewno przedmioty o ograniczonej dostępności na rynku i specyficzne w swej istocie, a to powoduje, że konieczna jest tu bardzo dokładna wiedza o danym przedmiocie inwestycyjnym.

Ostatnio bardzo często natrafiam na ogłoszenia i reklamy na temat zakupu tzw. wina inwestycyjnego – może to znak i powinnam się skusić 🙂 Na podstawie danych z ostatnich 25 lat można wnioskować, że po pięciu latach zainwestowana suma powinna się podwoić. Tak więc min. pięć lat to okres rekomendowany dla inwestycji w wino. Okazuje się, że kilkuletnia perspektywa inwestowania przynosi wyższe stopy zwrotu niż rynki akcji czy surowców. Określa się, że 15 tysięcy złotych to kwota wejściowa dla tej inwestycji. Średnia stopa zwrotu, zgodnie z indeksem Liv-ex Investables, to 114% (!). W kolekcjach win i jako inwestycje na całym świecie zdecydowanie dominują wina typu Bordeaux. Wina to raczej nie jest aktywo na wypadek kryzysu – zdecydowanie lepiej sprawdzi się tu złoto (bierzemy w plecak i upłynniamy w miarę potrzeby), a do tego sprzedanie w normalnej sytuacji gospodarczej też wiąże się ze znalezieniem specyficznego nabywcy. Możemy je w razie czego wypić – ok, to jest zawsze jakieś wyjście 🙂

villa-885929_1920

Jakiś czas temu pojawiła się inna możliwość inwestowania alternatywnego, a mianowicie inwestycje w whisky. Przykładem takiej świetnej aukcji była transakcja na aukcji Whisky-Online Auctions. Butelka Macallan 1961 z serii Fine & Rare została sprzedana podczas niej za 6,4 tys. funtów. Może żaden szał, wiedząc o tym, że najdroższa sprzedana w historii whisky została zlicytowana w styczniu 2014 roku za bagatela 630 tys. dolarów (kolekcjonerska butelka Macallana „M” w przepięknej, ekskluzywnej karafce od Lalique). W tym wszystkim ważne jest jednak to, że jeszcze w 2008 roku butelkę Macallan 1961 z serii Fine & Rare można było kupić za… 740 funtów 😉  Pięć lat i wzrost wartości o 765%! Inny przykład też z tej aukcji to np. butelka Macallana z roku 1951 za 8,6 tys. funtów – wzrost o 437% w porównaniu z ceną z 2011 roku. Rekomendowany czas inwestycji dla whiskey to 3-5 lat, gdybyście właśnie myśleli, jak długoterminowa to inwestycja.

Innym ciekawym rodzajem inwestowania może być ulubiony przez kobiety zakup brylantów. Moim zamiarem jest próbowanie wszystkich rodzajów inwestycji, na jakie trafiam i o których piszę, więc ten będzie pewnie jednym z moich ulubionych 🙂 Tak więc Kobiety, nie brońcie się przed prezentami, jakie robicie sobie i jakie dostajecie. Brać i magazynować 🙂

Wspomniane przeze mnie klocki Lego to też zupełnie niezła inwestycja. Miłośnicy ich na całym świecie skłonni są zapłacić naprawdę duże kwoty, by kupić swoje ulubione zestawy. Z analizy przeprowadzonej przez „The Telegraph” możemy wyczytać, że w ciągu ostatnich 15 lat na klockach Lego mogliśmy zarobić więcej niż na akcjach czy złocie. Inwestorzy lokujący w ciągu ostatnich 15 lat swoje pieniądze w złoto mogli liczyć średnio na niecałe 10% rocznego wzrostu z tej inwestycji.. Posiadacze akcji (na podstawie indeksu FTSE100, czyli 100 największych spółek notowanych na giełdzie w Londynie) zyskali na nich średnio około 4% rocznie. A wartość zestawów Lego utrzymywanych w idealnym stanie, które były wycofywane z produkcji rosła na wartości 12% rocznie. Za ubiegłoroczne kolekcje niektórych zestawów trzeba zapłacić nawet grubo ponad 30% więcej w porównaniu z ceną pierwotną. W ramach ciekawostki powiem, że najdroższym zestawem Lego jest wydany w 2007 roku Millennium Falcon – jego cena wzrosła z 342,49 funtów do aktualnej wartości 2.712 funtów. Robi wrażenie, co? 🙂

A na koniec perełka, czyli inwestycje w sztukę. Zdecydowanie moja ulubiona inwestycja alternatywna i moje hobby przy okazji. To jeden z najstarszych sposobów lokowania kapitału, bo przecież już od czasów starożytnych chętnie inwestowano w sztukę, kupując dzieła malarzy i rzeźbiarzy. Kolekcjonowanie dzieł sztuki kojarzy nam się zazwyczaj z bogactwem, a nawet po części ze snobizmem, ale wbrew pozorom w sztukę inwestują nie tylko zamożni ludzie, ale też średnia klasa. Być może Was zaskoczę, ale aż 80% wszystkich transakcji na rynku sztuki stanowią dzieła kosztujące poniżej 500 dolarów. Oczywiście znaleźć niebotyczne sumy w tych inwestycjach nie jest trudno, jak „Srebrny wypadek samochodowy” Andy Warhola, sprzedany w 2013 roku za 105 mln dolarów! Inwestycja w sztukę to oczywiście długoletni proces dla cierpliwych, ale moim ścianom i moim oczom ten proces wcale by nie przeszkadzał. Cierpliwa jestem bardzo 🙂 Rekomenduje się minimalny okres inwestycji 4-8 lat, choć oczywiście może być nieco krótszy. W przypadku obrazu oczywiste jest pewnie dla nas, że jego wartość zależy w dużej mierze po prostu od mody na dzieła danego artysty, ale też od panującej koniunktury.

Inwestujecie w jakieś inwestycje alternatywne? Skupujecie wina może czy może znaczki, a może macie jeszcze jakieś inne wyjątkowe pomysły na inwestycje? Podzielcie się proszę Waszymi opiniami czy doświadczeniami w komentarzach pod postem. Zawsze miło mi usłyszeć choć parę słów od Was 🙂

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również