Starą akcję kup mi Luby!

Ogromnie polubiłam moją serię postów o inwestycyjnej historii, bo dużo ciekawych, nowych dla mnie rzeczy sama się przy okazji dowiaduję. Po Waszej reakcji i komentarzach widzę, że i Wam bardzo się podoba, więc dziś kolejna dawka ciekawostek.

Tym razem zainteresowało mnie, gdzie po raz pierwszy opublikowano akcje, jak wyglądały, od kiedy istnieją. Dlatego też postanowiłam poszukać trochę na ten temat i przy okazji opowiedzieć i Wam o tym.

Okazało się, że kilka lat temu pewien student Uniwersytetu w Utrechcie Ruben Schalk przeszukując Archiwum Zachodniofryzyjskie w Hoorn natrafil na niezwykły dokument.  Była to imienna akcja z datą 9 września 1606 roku, która wydana została na Pietera Hermanszoona Boode’a. Jest to dokument zaświadczający posiadanie udziału w pierwszej spółce akcyjnej w historii: Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Okazało się, że ów Pieter był osobistym asystentem burmistrzów miasta Enkhuizen, które było jednym z najważniejszych portów niderlandzkich tamtych czasów. Pieter umarł w 1638 roku, a dokument pozostał w rękach żony i córki. Ostatecznie akcja trafiła do miejskiego archiwum w Enkhuizen, gdzie zapomniano o niej na kolejne kilkaset lat (!!). Takie rzeczy się zdarzają, jak widzicie 😉 Wcześniej za najstarszą akcję uważana była akcja tej samej spółki, ale wydana w 1608 roku.

Vereinigte_Ostindische_Compagnie_bond

Zamysł wprowadzenia akcji, jak nowej na tamte czasy formy inwestowania kapitału był właściwie podobny do dzisiejszego. Emitowano akcje, by mieć kapitał na inwestycje. W ten sposób przyczyniono się do przyśpieszenia rozwoju gospodarczego, bo dzięki nagromadzonym w ten sposób środkom udało się sfinansować budowę okrętów i zakładania tzw. osad handlowych, co powodowało, że np. Holandia stała się niezłą handlową potęgą.

Na polskich ziemiach natomiast jedna z pierwszych emitowanych akcji to była akcja dywidendowa Kompanii Manufaktur Wełnianych, która wydana została w Warszawie w czerwcu 1768 roku (wyemitowano 120 akcji o nominale 360 czerwonych złotych). Wśród udziałowców pierwszych spółek akcyjnych przeważała raczej szlachta i magnateria, bankierzy i kupcy, czyli Ci wszyscy, którzy mogli wystarczającą ilość środków, żeby móc je nabyć.

Jak wyglądały dawne papiery wartościowe?

Czytając o dawnych papierach wartościowych bardzo rzuciła mi się w oczy jedna rzecz, a mianowicie jak przepięknie wyglądały. Pewnie niektórzy z Was poznali już moje zamiłowanie do obrazów i wszelkiej sztuki, dlatego czytając o dawnych akcjach nie sposób było nie zwrócić uwagi, że wiele straciliśmy z dawnego uroku kupowania ich. Teraz handlując akcjami nie widzimy ich nawet fizycznie, kupno/sprzedaż załatwiamy online, nie mamy żadnego dokumentu w ręku. A kiedyś? Przepiękne zdobnictwo dokumentów, kunszt ilustratorstwa i liternictwa treści przekazywanych przez emitentów na papierach wartościowych. Moim zdaniem, szatę graficzną starych papierów wartościowych śmiało można nazwać nie tylko grafiką użytkową, ale i artystyczną.

Zachowane zbiory dawnych akcji i obligacji przykuwają uwagę przepiękną i różnorodną grafiką, przede wszystkim w latach pomiędzy pierwszą a drugą wojną światową. Na papierach tych oprócz herbów miast i zmieniającego się godła państwa, można znaleźć też pejzaże, widoki miast i fabryk czy nawet scenki rodzajowe. Uważa się, że polskie papiery wartościowe pochodzące z okresu dwudziestolecia międzywojennego były jednymi z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych papierów w tym okresie w Europie.

W 1926 roku powstała w Warszawie Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW), która projektowała wygląd akcji i obligacji ze szczególną starannością. Wzory projektów wykonywali znani, utalentowani plastycy, jak Józef Mehoffer w Krakowie czy Zofia Stryjeńska w Warszawie. Te projekty były często istnymi dziełami sztuki, a wyróżniały się nie tylko formą graficzną i techniką drukarską, ale też ciekawymi znakami wodnymi, porządnym wykonawstwem i wyjątkowym papierem.

Niestety nie znalazłam zdjęć, które mogłabym tu oficjalnie opublikować (niestety takie zdjęcia z google muszą mieć odpowiednią licencję, żeby mogła je Wam pokazywać na blogu), ale jeśli Was to ciekawi, wystarczy wpisać w wyszukiwarce np. „stare akcje obligacje” i będzie mogli pooglądać sobie do woli 🙂 W internecie kwitnie też handel starymi akcjami czy obligacjami i w ogóle nie dziwi mnie zainteresowanie nimi. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem wyglądu tych dokumentów i z przyjemnością przeglądałam strony firm handlujących tylko po to, by nacieszyć oko 😉

Macie może w jakiś swoich kolekcjonerskich zbiorach takie eksponaty?

 

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również

  • Wojtek S.

    Teraz wszystkie papiery wartościowe są zdematerializowane, otrzymujemy je w postaci cyferek na ekranie. Jeśli jest jakiś dokument, to drukuje się go na zwykłym papierze, jako czarno-biały tekst. Jeszcze 20 lat temu polisa, jaką otrzymałem od PZU Życie była wydana na kredowym papierze, pięknie ozdobiona motywami roślinnymi, kolorowa. W grudniu 2015 kupiłem polisę na życie, jest to po prostu wydruk z drukarki, zrobiony na szybko w Wordzie. Szkoda, że wielkie firmy nie doceniają tego aspektu relacji z klientami.

    • Całkowicie się zgadzam. Też bardzo żałuję, że aktualnie ważne dokumenty są wydawane takim minimalnym nakładem pracy, z żadnym właściwie dbaniem o estetykę. Wychodzi sie z założenia, że najważniejsza jest treść, a klient kupi dany produkt finansowy i tak, jeśli będzie atrakcyjny… No cóż, takie czasy chyba.. 🙂

  • Niesamowite :-). W przeszłości akcje były towarem naprawdę pięknym. Teraz pewnie przez to, że wszystko przyspieszyło, szybciej nabywa się papiery wartościowe i szybciej się je sprzedaje.