Juliusz Słowacki – akcjonariusz

Juliusza Słowackiego wszyscy znamy z tego, że był poetą i dramatopisarzem. Jesten z „wieszczy” romantycznych. Oczywiście wspomnę dla porządku, że napisał „Balladynę”, „Kordiana” czy poemat „Beniowski”. Tymczasem nie każdy wie, że Słowacki był z wykształcenia prawnikiem i pracował m. in. w Biurze Dyplomatycznym Rządu Narodowego w Warszawie.

Po skończonej aplikacji w Warszawie, Słowacki wyjechał do Paryża. I to tam wpadł na pomysł, że będzie grał na giełdzie. Nie miał niestety pieniędzy. Postanowił więc napisać z prośbą o pieniądze do swojej matki. Jego ojciec po śmierci zostawił im pokaźną sumkę, z czego Juliusz miał dostawać co miesiąc określoną ilość pieniędzy. Z matką Słowacki miał szczególną wieź. Z jego listów do niej można wywnioskować, że był pod dużym wpływem jej osoby i że darzył ją ogromnym zaufaniem. Jego matka Salomea prowadziła kącik literacki, więc dzielił się z nią wiadomościami na temat literatury i swojej twórczości. Pieniądze, które odziedziczyła po ojcu Juliusza, sama zainwestowała w obligacje bankowe (rosyjskie lub austriackie) – przedsiębiorcza kobieta, co? 🙂

Słowacki inwestował zupełnie racjonalnie. Za część pieniędzy kupił akcje, a pozostałe pieniądze ulokował w obligacjach na pewny procent. Głównie skupiał się jednak na giełdzie i akcjach kolei żelaznych („drogi Rouen” i „drogi Lyon”). Pojęcia nie mam w jaki sposób Juliusz dowiadywał się o zmianach kursów (bo nie było jeszcze wtedy notowań podawanych w gazetach). Wydaje się, że wiedział to po prostu bezpośrednio od bankierów 🙂 Należy wspomnieć, że w momencie, gdy był on w Paryżu, na giełdzie paryskiej notowanych było 7 (!) spółek (w 1826 roku już 26).

Juliusz_Slowacki_by_Barwicki
fot. Pixabay

Był bardzo skrupulatny, jeśli chodzi o wydatki i finanse osobiste. Do dziś zachowały się jego szczegółowe notowane rachunki. Wiadomo więc, że dodatkowy dochód osiągał z publikacji, choć spadał on raczej z biegiem czasu, szył ubrania na miarę, ale zawsze starał się, by wydawać tyle, by przy okazji wystarczyło mu na zakup dodatkowych akcji kolei żelaznej.

Od 1841 kolejne 6 lat Słowacki zupełnie nieźle żonglował akcjami kolei, a matka stale wspomagała go dodatkowymi zastrzykami finansowymi. Nie byłby w stanie utrzymać się z pisania, więc stał się aktywnym rentierem. Żył głównie z procentów z obligacji i z zainwestowanego w akcje kapitału i dzięki temu mógł pisać i publikować. Kiedy wreszcie w 1847 roku otwarto wyczekiwaną przez niego linię Rouen-Hawr, nastąpiły spore spadki kursów na giełdzie, a kiedy przyszła do tego rewolucja lutowa, kurs akcji kolei załamał się, a Słowacki utopił na giełdzie część swojego kapitału.

Rozgoryczony wieszcz udał się do Polski, do Wrocławia, ukoić smutek przy matce. Po przyjeździe okazało się, że to nie koniec złych finansowych wieści. Słowacki, w ramach depozytu, powierzył wszystkie swoje obligacje Kasy Dyskontowej swojemu przyjacielowi, Janowi Lomanowi, który zmarł, jak się okazało po powrocie, a na domiar złego kasa znalazła się w stanie upadłości. Słowacki nie odzyskał już nigdy większości pieniędzy, jakie w nie zainwestował.

Po latach doświadczeń z inwestowaniem, Słowackiemu udało się napisać nawet kilka przypowieści i epigramatów o finansowej tematyce. Nie szczędził też inwestycyjnych rad 🙂 W listach z Teofilem i Hersylią Januszewskimi prosił o przesłanie pieniędzy za sprzedane tomiki, „nigdy jednak okazją, ale drogą kupiecką, wekslową”¹. Proponował, że pomoże w umieszczeniu funduszy Teofila w bankach paryskich, chwaląc tę formę przechowywania pieniędzy. „Gdybyś zaś chciał je na papierach umieszczać, to raczej przyszlij mi je tu, bo zysk z nich większy i pewniejszy w tych czasach i większa łatwość zrealizowania w dniu jednym”².

Nawet półtora miesiąca przed śmiercią Słowacki nadal doradza (w liście z połowy lutego 1849 roku). Próbuje odwieść Teofila od zamiaru skupowania ziemi i przywiązywania się do „wioseczek”: „Co zaś do kupna i przykupywania ziemi, najmocniej się temu oponuję w duchu. Ziemi każdy człowiek potrzebuje mieć kawałek taki, który by go w ostatecznym złym razie z pracy rąk własnych mógł wyżywić, (literalnie mówię) tylko wyżywić. Szczęście zaś człowieka, zbliżające się najbliżej do szczęścia duchowego i rajskiego, jest w wolności jego i w wolności połączonej z potęgą. A ta wolność jest w skrzydłach, a skrzydłami, które nas nad ziemią utrzymują, są kapitały”³.

Słowacki żył zaledwie 40 lat. Umarł na gruźlicę w 1849 roku w Paryżu. Został pochowany na paryskim cmentarzu Montmartre (gdzie do tej pory stoi jego pomnik), ale ostatecznie jego prochy sprowadzono w 1927 roku do Polski i aktualnie ma swój grób na Wawelu, obok Mickiewicza.

Znacie może innych znanych ludzi, którzy inwestują swoje pieniądze na giełdzie lub w jakiś inny sposób?

¹Korespondencja Juliusza Słowackiego, oprac. E. Sawrymowicz, t. 1-2, Wrocław 1962. Wszystkie cytaty z listów Słowackiego według tego wydania, str. 242

² i ³ Korespondencja, str. 245

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapisz się na Newsletter. Bądź na bieżąco z informacjami o nowych postach i moich inwestycjach!

Polecam również

  • Świetny wpis! W liceum jeździłam na olimpiady polonistyczne i szczególnie interesowałam się romantyzmem. Nawet pisałam pracę teoretyczną na olimpiadę właśnie o Słowackim. Nigdy jednak nie trafiłam na informacje o jego życiu finansowym 🙂

    • Cieszę się. Mnie stale fascynuje to, że pisząc bloga odkrywam różne ciekawe rzeczy i ciągle się czegoś nowego uczę i dowiaduję 🙂

  • Szkoda, że na lekcjach polskiego nie pokazywano nam ludzkiej twarzy tych wspaniałych wieszczy. Bardzo ciekawy artykuł.

  • Bardzo ciekawie tak spojrzeć na wieszcza narodowego od tak ludzkiej strony. To, na co zwróciłam uwagę, że chyba nie było wtedy czegoś takiego jak pomoc od państwa. Że nawet i skarb narodowy musiał się zatroszczyć o siebie sam 😉 Może gdyby teraz pewne zabezpieczenia nie byłyby traktowane jako oczywiste, to ludzie bardziej by dbali o swoją przyszłość finansową?

    • Myślisz, że te zabezpieczenia finansowe w PL są aż tak poważne? w Niemczech np. są dużo większe i to faktycznie tam wielu ludzi jednak rozleniwia i demotywuje do działania. Ale w dużej mierze to chyba zależy od naszej „finansowej wyobraźni” i tzw. finansowej inteligencji.

      • Wiesz, ja myślę głównie o emeryturze. W czasach Słowackiego jej chyba nawet nie było. A teraz jest ona odbierana jako oczywistość, coś co się należy. Mnie osobiście niepokoiła perspektywa niskiej emerytury, więc coś zaczęłam z tym tematem robić. Dlatego choć nawet jestem w stanie zrozumieć, to i tak dziwi mnie że ludzie wolą oddać odpowiedzialność niż się zająć własnymi sprawami..

  • Czyta się to trochę jak dreszczowiec, bo od początku tworzysz atmosferę „coś się wydarzy”. Super! Chodziłam do liceum Jego imienia, ale tej historii nie znałam!

  • Świetny artykuł! Jak bardzo różny jest tu obraz Słowackiego od tego, który był przekazywany lekcjach polskiego! Prawdziwy człowiek z krwi i kości, a nie tylko wydumany poeta 🙂

  • Pingback: Kwiecień plecień, bo przeplata ... - Kraina Rozwoju()